Przyjrzyjmy się jeszcze raz rządowemu projektowi sprowadzenia do Polski 3 milionów imigrantów z Filipin i Wietnamu. Dla kogo ich sprowadzamy?

Posłużę się tu przykładem:
Sieć supermarketów cierpi na brak pracowników. Te supermarkety to firmy z kapitałem zagranicznym, które nie płacą w Polsce podatków, stosując tzw. optymalizację podatkową lub korzystając z przysługujących im ulg podatkowych. Polityka tych supermarketów polega na tym, że importowane towary są przez nie kupowane po cenach wyższych niż ceny obowiązujące w kraju producenta. Zatem zysk realizowany jest na Zachodzie.

Sprowadzając imigrantów jako tanią siłę roboczą do tych supermarketów, bogacimy nie nas, a udziałowców korporacji, do których należą supermarkety. Imigrantom trzeba z kolei zapewnić nie tylko mieszkania, ale także opiekę lekarską. Trzeba im po prostu stworzyć warunki do godnego życia. W efekcie my jako naród ponosimy koszty utrzymania tej armii ludzi na rzecz bogacenia się obcego kapitału.

Rozszerzając ten przykład nie tylko na supermarkety, ale także inne branże, zapewniamy inwestorom zagranicznym tanią siłę roboczą (imigranci), jak również infrastrukturę. To tiry wożące towary, materiały i podzespoły niszczą nasze drogi, które przecież bezustannie remontujemy. To te właśnie zagraniczne przedsiębiorstwa, niepłacące w Polsce podatków, korzystają z całej infrastruktury – z taboru kolejowego, z sieci energetycznych, z dróg i mostów itp. Utrzymanie tej infrastruktury spoczywa na naszym państwie. Owi zagraniczni inwestorzy korzystają z całej naszej infrastruktury całkowicie nieodpłatnie.

Co więc robimy?

Dla bogacenia się zachodnich firm sprowadzamy im siłę roboczą. Oczywiście, jednocześnie psujemy nasz rynek pracy. Polacy w dalszym ciągu pracować będą za głodowe pensje.

Gdyby jednak te firmy musiały płacić nam więcej, znalazłyby się w sytuacji zmuszającej ich do modernizacji. Supermarkety zostałyby wówczas wyposażone np. w kasy samoobsługowe, a firmy produkcyjne przerzuciłyby się na automatyzację swoich procesów. Efekt byłby zgodny z planami premiera, którego głównym hasłem są słowa: „innowacje, innowacje”. Tymczasem wykonujemy dla obcych firm usługę dostarczania taniej siły roboczej, hamując tym samym postęp technologiczny.

Trzeba równocześnie pamiętać, iż w budżecie państwa powinny znaleźć się podatki z tzw. CIT-u od tych zagranicznych podmiotów, tzn. podatki od dochodów w wysokości 100 miliardów zł. Tych miliardów brakuje dlatego, że UE zezwala na rejestrowanie zarządów tych firm w rajach podatkowych lub w krajach o bardzo niskim (np. jednoprocentowym) opodatkowaniu wszystkich dochodów.

Nie wiem, gdzie w tej całej gmatwaninie jest interes Polski. Wynajęliśmy ziemię, infrastrukturę i tanią siłę roboczą obcemu kapitałowi, który miał wnieść do naszej gospodarki „know-how” i najnowsze technologie, a skończyło się na totalnym drenażu naszych kieszeni.

Podsumowując, na całej tej zabawie bogacą się prywatne firmy zagraniczne (zyski prywatne), natomiast koszt nieodpłatnego udostępnienia i utrzymania całej infrastruktury, czyli trakcji kolejowych, sieci dróg i mostów, sieci kanalizacyjno-wodociągowej, systemu utylizacji odpadów, sieci energetycznej itp., spoczywa na budżecie państwa, czyli na naszej kieszeni (koszty społeczne).

Na koniec zauważmy, że imigranci mieliby być zatrudnieni przy takich inwestycjach, jak budowa dróg. A może odłóżmy tę budowę na rok lub dwa? Bowiem i tak, i tak – służą one głównie obcym.