Do wyjazdu pozostało mi zaledwie parę tygodni. Postanowiłem odwiedzić rodzinę, która mieszka na wschodzie Polski. W moim poczuciu jest to jedno z najpiękniejszych miejsc nie tylko w moim kraju, ale i w całej Europie. Im dalej na wschód, tym więcej przyrody i mniej betonu. Trudno w to uwierzyć, ale kiedyś praktycznie cała Europa była pokryta lasami, które dziś stanową mniej niż jeden procent jej powierzchni. Na tle innych krajów Europy, Polskie rolnictwo zachowało bardzo tradycyjną formę, przez to jest najbardziej ekologiczne. Tam skąd pochodzi moja rodzina, czyli na graniczącej z Ukrainą Lubelszczyźnie, nie brakuje pięknych naturalnych sanktuariów przyrody, a ziemie należą do najżyźniejszych. Gdzieś na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych z Zachodu przyszedł tak zwany rozwój i wraz z agresywnym systemem opartym na władzy pieniądza zaczął wprowadzać zmiany. Tradycyjne rolnictwo przestało być opłacalne, młodzi ludzie zaczęli opuszczać rodzinne ziemie, czy to w pogoni za świeżo zaszczepionymi pojęciami takimi jak sukces i kariera, czy też uciekając przed biedą i beznadziejną walką z obojętną na człowieka globalną ekonomią.

Gorąco polecam zapoznanie się z wywiadem ze znanym aktywistą ekologicznym Julianem Rose:

Żyjemy w czasach chaosu, w trudnym momencie, kiedy często wydaje się nam, że gorzej już być nie może. Na szczęście ciemność nie jest w stanie pochłonąć światła, nawet jeśli pochodzi ono od małego płomyczka. Cieszy mnie, że z biegiem czasu widzę dookoła coraz więcej płomieni. Większości ludzi, pochłoniętej codziennością i tym, co wylewa się z mediów, trudno to dostrzec. Walka między dwoma biegunami nie przebiega tak naprawdę na zewnątrz. Większość mistyków i nauczycieli zgadza się w tym, że wszystko zaczyna się w nas. Sam często łapałem się na tym, że chciałem zobaczyć zmianę od tak, tu i teraz. Jak najszybciej! Czy mogę chcieć zmienić świat, nie potrafiąc zmienić siebie? Życie i jego złożoność, głębia, wartość jednak wymyka się każdej próbie mechanicznej intencji zmiany. Jeśli nawet zmiana zachodzi poprzez czysty wysiłek fizyczny, zazwyczaj jest ona iluzoryczna i po prostu nietrwała.

Dlatego rozmawiając nawet z największymi pesymistami można dojść do konkluzji, że jednak nie musimy się rzucać z motyką na słońce, by mieć wpływ na jakość życia. Wymaga to dużej świadomości i ciągłej praktyki z chwilą obecną. Jeśli chcemy, zawsze możemy znaleźć sposób na to, by coś poprawić, oczywiście na lepsze. Mówią, że licho nie śpi. Owszem, tak było, tak jest nadal i zapewne nie raz czekają nas próby. Mimo wszystko, jeśli dzisiaj w czasach chaosu pojawia się coraz więcej światła, to może nawet i chłodna logika odnajdzie powód, by działać wbrew statystycznym kalkulacjom i uda się tam, gdzie jest jaśniej?