Jestem księgową. Lubię porządek. Patrzę na cyfry i wskaźniki może troszkę inaczej niż ktoś, kto nie cierpi na takie skrzywienie zawodowe.

Trzynastka nie jest dla mnie liczbą fachową (ani diabelską) tylko liczbą szczęśliwą. Rok podzielony na 13 równych miesięcy, z których każdy ma 4 tygodnie co daje 52 tygodnie w roku i 364 dni jawi mi się jako uporządkowany. Rok zawsze zaczynałby się w niedziele i kończył w niedzielę (jest to dodatkowa niedziela, ponieważ w roku mamy 365 dni). Lata przestępne kończyłyby się dwiema niedzielami. Ta jedna lub dwie niedziele kończące rok byłyby dniami poza kalendarzem, dniami zabawy.

Wyobraźcie sobie: pensje zawsze dostajecie w piątek (przedostatni dzień miesiąca), czynsz płacicie zawsze we wtorek (10 dzień miesiąca), Wigilia zawsze byłaby w niedzielę. Długie weekendy byłyby kombinacją tych samych dni.

A moje wskaźniki, a porównywalność między kolejnymi miesiącami.

Mnie się podoba, a Wam?