Każdy pracujący Polak ma obowiązek płacić składkę ZUS. Część tej składki jest przekazywana do otwartych funduszy emerytalnych, które za pośrednictwem giełdowej i pozagiełdowej spekulacji mają te pieniądze pomnażać.

Jak OFE gospodarują naszymi pieniędzmi?

Po pierwsze: kupują obligacje emitowane przez nasz rząd. Oznacza to, że odsetki od tych obligacji powiększają zasoby zgromadzone na naszych indywidualnych kontach emerytalnych. Kto płaci odsetki od długu publicznego, czyli od państwowych obligacji? Odsetki płaci podatnik, a więc i my. W ostatecznym rozrachunku to z naszych własnych podatków powstaje ta część naszej emerytury, na którą składają się odsetki od obligacji. Oczywiście nie w stu procentach. Bo przecież z części wpływów z odsetek utrzymują się jeszcze OFE.

Po drugie: OFE kupują akcje na polskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Realna wartość tych akcji powinna być oceniana według spodziewanej dywidendy (zysku) spółki, której akcje nabywa gracz. Lecz tak się nie dzieje. Wszystkie akcje na polskim parkiecie są przeszacowane. To znaczy, że ich cena zakupu znacznie przewyższa wartość godziwą (realną). Wszyscy obserwujemy wahania indeksów giełdowych. W czasie kryzysu czy tylko spowolnienia gospodarczego ceny akcji spadają. OFE jako wielcy gracze giełdowi, dysponujący dużymi środkami finansowymi (które obowiązkowo im powierzamy), mogą wpływać na ich cenę poprzez szybką sprzedaż lub nagły zakup dużej ilości akcji danej spółki. Ta gra jest bardzo ryzykowna, choćby dlatego, że uprawiają ją wszystkie fundusze. Wie o tym każdy, kto skusił się na zakup akcji lub udziałów w funduszu w okresie prosperity.

Jaką odpowiedzialność za ryzyko gry na giełdzie ponosi fundusz? Żadnej.

Za parę miesięcy OFE będą mogły grać na giełdach całego świata naszymi pieniędzmi. Przy grożącej światowej hiperinflacji możemy już dziś uznać je za bezpowrotnie stracone. Chcąc nie chcąc, za sprawą funduszy emerytalnych wszyscy stajemy się spekulantami.