Zarzuty, jakie padają w wojnie pomiędzy rozmaitymi ugrupowaniami politycznymi, często ograniczają się do zarzutów o kradzież programu. Nie mogę zrozumieć, dlaczego jedna, dwie lub wszystkie opcje polityczne nie mogą mieć w swoich programach tych samych celów i tych samych zadań.

Przecież projekty socjalne mające na celu poprawę życia grup najsłabszych ekonomicznie lub osób startujących w dorosłe życie powinny znajdować się w programach wszystkich opcji oraz mogą być realizowane tymi samymi metodami, tą samą drogą.

Załóżmy, że program „Mieszkanie plus” realizowany w systemie gospodarczym, tzn. poprzez udzielanie nieoprocentowanych pożyczek, mógłby być głoszony przez każdą opcję. Dotyczy to także wypłat pochodzących z dywidendy narodowej czy programów budowy mieszkań socjalnych.

Różnice pomiędzy partiami powinny być światopoglądowe. Np. jedna partia jest za państwem kościelnym, a druga za rozdziałem Kościoła od państwa; jedna jest za obowiązkowymi szczepieniami, druga za swobodnymi decyzjami rodziców w tej kwestii; jedna za bezpłatną edukacją, druga za bonami edukacyjnymi lub edukacją płatną.

Zbieżność niektórych punktów programowych, nawet jeśli jedna opcja polityczna została zainspirowana przez program innej partii, nie powinna być tutaj przeszkodą. Szczególnie w samorządach decyzja o kierunkach wydatkowania środków nie powinna zależeć od politycznej przynależności wnioskodawcy. Projekty słuszne powinny uchodzić za projekty wspólne. Wówczas środki wydawane byłyby właściwie na cele służące całej społeczności lokalnej. Przeniesienie praktyk totalnej opozycji na grunt samorządowy jest po prostu szkodliwe.