WIBOR to oprocentowanie pożyczek, jakich udzielają sobie nawzajem banki, a dokładnie stawka procentowa, po jakiej banki są skłonne pożyczać innym bankom wolne środki pieniężne. Wskaźnik WIBOR odzwierciedla średnią ofertę bankową i może się zmieniać nawet kilkakrotnie w ciągu dnia. Pożyczka uzyskana przez bank X od banku Y na kwotę np. 100 000 zł uprawnia bank X do udzielenia klientom indywidualnym kredytu w wysokości 1 miliona złotych (lewar 1:10). Klient, który zdecyduje się na taki kredyt, podpisze umowę kredytową na 1 mln zł. Będzie ona oprocentowana zmiennie, według reguły: WIBOR + marża bankowa. Załóżmy, że w chwili podpisywania umowy WIBOR będzie wynosił 3%, zaś marża kredytu – 4%. To daje razem 7%. Przy takich założeniach odnosimy wrażenie, że bank X, za udzielenie nam kredytu, musi płacić 3-procentowe roczne odsetki od całej pożyczonej nam kwoty innemu bankowi. Tymczasem bank X płaci bankowi Y odsetki tylko od 100 000 zł, które od niego pożyczył. Bank X, otrzymując w ramach pożyczki 100 000 zł, uzyskał uprawnienie do udzielenia kredytu w wysokości 1 miliona zł, od których oczywiście pobiera oprocentowanie. Ile zatem zarabia bank z tytułu odsetek od udzielonego nam kredytu? 0,9 z 3% odsetek od WIBOR-u + 4-procentowa marża.

Policzmy to kwotowo.

W pierwszym roku kredytowania bank X uzyskuje od klientów odsetki od udzielonego im kredytu: to 7% od 1 miliona zł, czyli 70 tysięcy zł. Równocześnie płaci bankowi Y, z tytułu pożyczonych od niego 100 000 (podstawa do udzielenia kredytu), 3% od tej kwoty. 3% od 100 000 zł to 3000 zł. Czysty zarobek banku X na odsetkach od kredytu w pierwszym roku kredytowania to 70 000 – 3000 = 67 000 zł. (W pierwszym roku kredytowania spłata kapitału jest tak niewielka, że w obliczeniach ją pominęłam). Wynika z tego, że prawdziwa marża na kredycie, uzyskana przez bank, jest znacznie wyższa od tej, którą domyślnie zadeklarowano w umowie. To nie koniec przekrętu. Umowa przewiduje bowiem, że trwała zmiana WIBOR-u (trwała podwyżka oprocentowania pożyczek międzybankowych), bez względu na to, czy bank pożyczał środki od innego banku, czy też nie musiał ich pożyczać, będzie odbijać się na cenie kredytu. Cena kredytu to kwota odsetek.

Jak bank uzasadnia ten proceder? Otóż twierdzi, że gdyby nie udzielił nam kredytu, to miałby wolne środki pieniężne, które pożyczyłby na rynku międzybankowym za wynagrodzeniem w wysokości WIBOR-u. Czyli w naszym przypadku na 3%. Aby nie stracić tego zysku, musi obciążyć kosztami nas.

Można więc uznać, że jeśli bank ma wolne środki w wysokości 100 000 zł, może udzielić nam kredytu na kwotę 1 miliona zł (przy lewarze 1:10). Całe odsetki, to jest suma WIBOR-u i marży banku, określone w umowie kredytowej, są dochodem banku.

Jeśli WIBOR rośnie, rosną odsetki należne bankowi.

W opisanej sytuacji bank nie poniósł żadnych kosztów pozyskania pieniądza. Jest to oczywiście sytuacja skrajna. Najczęściej bank ponosi koszt pozyskania pieniądza w wysokości wynikającej z lewarowania, w naszym przypadku 1/10 udzielonego kredytu. Pozyskany pieniądz pochodzi bądź z pożyczek międzybankowych, bądź z lokat depozytariuszy, którym wypłacane są odsetki.