To, że żyjemy w świecie totalnej inwigilacji jest wiadome każdemu czytelnikowi moich komentarzy. Wystarczy, że 20 razy użyjemy łapek do wyrażenia własnych opinii w mediach społecznościowych, a już jesteśmy sprofilowani. Wiedzą, czym się interesujemy, co jesteśmy skłonni kupić itd. Jesteśmy coraz bardziej odarci z prywatności, a proces ten będzie się pogłębiał.

Poza internetem informacji, pojawia się internet rzeczy. Zaczniemy wyposażać się w lodówki, które będą nas informowały, że czas na określone zakupy lub że produkty nie nadają się do użytku, bo upłynął ich termin ważności. Będziemy mieli budziki, które będą nas budziły o takiej porze, żebyśmy zdążyli do pracy, pomimo korków. Ekspres do kawy będzie sporządzał kawę w momencie, gdy będziemy zbliżać się do domu, aby czekała na nas w odpowiedniej temperaturze itd.

Żeby jednak wejść w ten system, nasze przyzwyczajenia muszą być gdzieś zapisane. Zatem baza danych dotyczących wszystkich aspektów naszego życia zapewne będzie dostępna dla kogoś, kto naprawdę się tym zainteresuje.

Nasz świat intymny zostaje odarty z wszelkiej tajemnicy. A co mamy po drugiej stronie? Po drugiej stronie jest świat otoczony taką mgłą, której nie jesteśmy w stanie rozproszyć. Jest to świat instytucji. Tu obowiązują tajemnice – tajemnica państwowa, tajemnica dyplomatyczna, tajemnica wojskowa, tajemnica bankowa, tajemnica handlowa, tajemnica umów zastrzeżonych, tajemnica negocjacji, tajemnica patentowa, wszelkie umowy zawierane z klauzulą poufności, utajnienie wszelkich czynności służb specjalnych itp.

Obywatel, którego dane są całkowicie jawne, zderza się z murem nie do pokonania. Naprzeciw frankowicza w sądzie staje instytucja – bank, czyli instytucja całkowicie anonimowa, bowiem reprezentujący ją prezes zasiada na swoim fotelu zaledwie od wczoraj. Dowolny wyrok wydany przez sąd, nawet wyrok korzystny dla frankowicza, nie narusza żywotnych interesów instytucji. Instytucja jest tworem całkowicie abstrakcyjnym, a odpowiedzialność zarządzających nią osób fizycznych jest iluzoryczna.

W jakim więc celu organa państwowe, powołane przez suwerena i mające chronić interes suwerena, stają w obronie tych całkowicie sztucznych, anonimowych, szkodliwych i tajemniczych instytucji?

Brak osobistej odpowiedzialności ludzi wydających decyzje w imieniu owych anonimów powoduje, że już na starcie jesteśmy przegrani. Nasza bezsilność w zwarciu z anonimem i brak możliwości rozładowania tej frustracji rodzi to, co widzimy wokół, czyli depresję i beznadzieję.

Czy można to zmienić? Piszcie o tym.