Powrót

W Amazonii powoli zbliża się pora deszczowa, ale zanim nadejdzie, jej mieszkańcy jeszcze przez jakiś czas będą zmagali się z codziennym równikowym upałem, choć w tym roku nie do końca tak codziennym.

Katalizatory ewolucji

Przemierzając piękne krainy Ameryki Południowej zdarza mi się często nawiązywać swego rodzaju połączenie z tym, co jest od nas większe. Subtelne energie powodują, że niczym podczas medytacji mój umysł uspokaja się i do głosu dochodzi ta inna, bardziej ukryta część mnie. Nie nazywam tego, nie identyfikuję, po prostu przełączam się na odbiór i napełniam się treściami których nie potrafiłby stworzyć sam racjonalny rozum. Zaczynam inaczej odbierać to, co mnie otacza, w węższym wymiarze osobistym jak i dużo szerszym planetarnym. W lutym, będąc w Meridzie, uniwersyteckim mieście w wenezuelskich Andach, byłem świadkiem bardzo dramatycznych protestów politycznych. Równolegle, poprzez Internet docierały do mnie nie mniej dramatyczne wieści z Ukrainy. Będąc w centrum wydarzeń miałem możliwość zrozumienia problemu od środka. Jednego i drugiego, gdyż Wenezuela podzielona jest między dwa odmienne obozy: socjalistów i kapitalistów. Sytuację polityczną w tym kraju przedstawiłem w poprzednim artykule (Święta Ekonomia), ale przypomnę sytuację geopolityczną, w której znajduje się ten roponośny kraj (3 wydobywca ropy naftowej). […]

Fraktalny uniwersytet „Pueblo Gaya”

Niezwykła wioska „Pueblo Gaya”, to jedno z wielu ciekawych miejsc które odwiedziłem podczas mojej latynoamerykańskiej odysei. Przemierzając okolice Santa Marty, jednego z najstarszych kolonialnych miast wybrzeża karaibskiego, warto zboczyć z trasy i odwiedzić to niesamowite miejsce.

Sanatorio Espiritual

Już drugi miesiąc jestem na morzu. Wyruszyłem w listopadzie z Hiszpanii, poprzez Wyspy Kanaryjskie, Wyspy Zielonego Przylądka, by tuż przed nowym rokiem dotrzeć do Ameryk. Blisko 30-letni kecz, należący do Amerykanina z Bostonu, przez ponad 3000 mil morskich służył mi za środek lokomocji i dom. Po wielu tygodniach na rozbujanym Atlantyku dotarliśmy do Trinidadu i Tobago, wysp leżących na południowym wschodzie Morza Karaibskiego. Podczas rejsu udało mi się nawiązać wiele ciekawych znajomości, zwłaszcza na San Vicente i Santo Antao, mało znanych wyspach archipelagu Cabo Verde. Leżące kilkaset kilometrów na zachód od Senegalu wyspy mimo tego, że wybijają się dobrobytem na tle państw kontynentu afrykańskiego możemy zaliczyć do grona państw nierozwiniętych, często określanych państwami 3-go świata. Po przycumowaniu w Mindelo, kulturowej stolicy Cabo Verde, od razu można było zaobserwować wszechobecną biedę. Urokliwe kolonialne ulice były zaniedbane i brudne, i roiło się na nich od ubogich ludzi chodzących boso w podartych ubraniach. Z żebraniem stykałem się na każdym rogu. Unikałem rozdawania pieniędzy, chociaż nie mogłem się powstrzymać od kupienia pewnej staruszce i paru dzieciakom czegoś do jedzenia. Pomogłem też Reginaldo, ambitnemu studentowi, kupując mu parę przyborów do szkoły i zostawiłem mu swój namiar na wypadek, gdyby udało mu się dostać na upragnione studia w Europie. Mówią, że głodnemu lepiej dać wędkę niż rybę. […]