Ilekroć rozmawiam ze swoimi przyjaciółkami emerytkami o wprowadzeniu pieniądza bezodsetkowego, w odpowiedzi słyszę: „Jak to? Te moje biedne oszczędności nie będą rosły na koncie bankowym, nawet o te marne 2 czy 3%?”

Rzeczywiście, oszczędności, nie tylko by nie rosły, ale malałyby z powodu inflacji. Swoim przyjaciółkom mówię jednak, że od swoich niewielkich oszczędności uzyskują niewielkie kwoty. Równocześnie ich wnuki, korzystając z kredytu bankowego, wydają na spłatę odsetek nieporównywalnie większe kwoty, nie tylko z powodu wysokości odsetek, ale także z powodu długich okresów zadłużenia (np. na zakup mieszkania). Trzeba rozważyć, co w skali rodziny opłaca się bardziej.

Podobnie jak na propozycję pieniądza bezodsetkowego, moje pokolenie reaguje na propozycję zakupu polskich produktów. Argumentem są często wyższe ceny produktów polskich niż produktów importowanych, sprzedawanych w dyskontach. Tłumaczę moim przyjaciółkom: „Jeśli idziesz do sklepu i kupujesz produkt chiński, np. odzież, a twój wnuk pracuje w szwalni, to polska szwalnia traci ciebie jako klienta, ogranicza produkcję, twój wnuk traci pracę i przychodzi do ciebie pożyczyć pieniądze na życie.”

Nasze postępowanie, pozornie racjonalne, bywa nieracjonalne z punktu widzenia całej gospodarki.