Rozejrzyj się wokół. Prawie wszyscy twoi znajomi mają długi. W formie kredytu hipotecznego na dom czy mieszkanie, kredytu konsumpcyjnego na samochód czy sprzęt domowy, na karcie kredytowej – na bieżące wydatki. Przedsiębiorcy borykają się z kredytami obrotowymi (na cele bieżące) i inwestycyjnymi (na zakup maszyn).

Długi mają także samorządy, rządy, spółki prawa handlowego. Mają one przeważnie formę obligacji i nie są spłacane ratalnie, ale łącznie z odsetkami w terminach określonych w tych papierach. Taki dług może mieć charakter kredytu bankowego, dłużnego papieru wartościowego (obligacje, bony skarbowe, weksle indosowane itp.) lub odroczonej płatności (kredyt kupiecki), np. za usługę lub towar dostarczony z terminem zapłaty za 30 dni.

Cały świat jest więc zadłużony. Ogólne światowe długi rządów, samorządów, firm, instytucji i osób prywatnych to ponad 2 tysiące razy wartość światowej produkcji mierzonej wskaźnikiem PKB. Taki „imponujący” wynik osiągnęliśmy dzięki inżynierii finansowej, czyli zastosowaniu określonych technik do obrotu środkami płatniczymi. Jak to możliwe? Oto prosty przykład dotyczący zwykłego śmiertelnika: Dostałam 6-letni kredyt konsumpcyjny z oprocentowaniem 15% na zakup samochodu. Nabyłam towar za 100 tysięcy złotych. Powstał jednak dług w wysokości 160 tysięcy. Jego wysokość znacznie przekracza wartość produktu (składnika PKB). To prosty przypadek. A jak to wygląda w gospodarce światowej?

Bogacz ma nadwyżkę pieniędzy. Lokuje je w jakimś wielkim funduszu (nabywa udział). Fundusz kupuje np. 5-letnie obligacje rządowe oprocentowane na 5% rocznie za kwotę 100 milionów dolarów. Po 5 latach dług – wartość obligacji – rośnie do kwoty 127 milionów dolarów. Rząd nie ma środków na wykup obligacji, więc je roluje, to znaczy emituje nowe: 5-letnie obligacje na kwotę 127 milionów. Mają też one zapewne wyższe oprocentowanie, np. 6%, gdyż stają się bardziej ryzykowne. Fundusz jest teraz w posiadaniu nowych obligacji kupionych za 127 milionów. Za 5 lat otrzyma za nie 170 milionów. Rząd z otrzymanych pieniędzy wydał, np. na roboty publiczne, 100 milionów. A po 10 latach będzie już miał dług w wysokości 170 milionów, którego nadal nie będzie w stanie spłacić.

Przez 10 lat rządu Berlusconiego Włochy nie zaciągnęły żadnego nowego długu. Ale także nie spłacały starych. Dziś stoją u progu bankructwa. To znaczy niewypłacalności. Zagrożone są wszystkie włoskie obligacje, które znalazły się w posiadaniu wielkich funduszy i banków. Ich wartość może spaść do zera.

Zadłużenie rośnie lawinowo, ale czy realny pieniądz się mnoży? Czy go przybywa? Majątki, na które składa się głównie dług, są iluzją i nigdy nie zamienią się w realny pieniądz.