Wystarczy, by wielki fundusz nagle rozpoczął na dużą skalę pozbywanie się określonej waluty, aby jej kurs gwałtownie spadł. Widzieliśmy to w październiku w naszym kraju – fundusze „utraciwszy” zaufanie do naszej gospodarki, zaczęły wyprzedaż złotówek, sprawiając, że główne światowe waluty podrożały w Polsce nawet o 20%. To z kolei spowodowało gwałtowny wzrost rozliczanego w euro długu publicznego, kosztu jego obsługi i pogorszenie całego obrazu sytuacji ekonomicznej kraju.

Usprawiedliwieniem dla graczy spekulujących walutą jest zawsze ryzyko wynikające z oceny wiarygodności danego państwa przez agencje ratingowe. Te są często powiązane strukturalnie oraz finansowo z bankami i funduszami, w związku z tym ich arbitralne oceny niekoniecznie są związane z rzeczywistym stanem gospodarki i finansów.

Wygląda to tak:

Fundusz inwestycyjny, po obniżeniu przez agencje ratingowe wiarygodności Polski, wyprzedaje złotówki i inne papiery wartościowe nominowane w złotych (np. obligacje Skarbu Państwa). Podaż złotego gwałtownie rośnie.

Przed tą operacją relacje walutowe wyglądały tak:

100 zł = 25 euro, czyli 1 euro to 4 złote, 1 złoty to 0,25 euro.

Po operacji za 25 euro trzeba było zapłacić 120 złotych:

120 zł = 25 euro, czyli 1 euro to 4,8 złotego, a 1 złoty to 0,20 euro.

A teraz wielki fundusz inwestycyjny może odkupić uprzednio sprzedane obligacje po niższej cenie, wykazując swoim inwestorom bardzo ładny zysk. Proste, prawda?

Jakie są tego konsekwencje dla kraju, którego walutą tak niecnie zagrano?

Dług publiczny Polski nominowany jest w euro. Zatem przykładowy dług 30 mln euro początkowo kosztował 120 mln złotych, by po operacji funduszu wzrosnąć o 20% do 144 mln złotych.

Sytuację ekonomiczną kraju określa się wskaźnikami dynamicznymi (określającymi zmiany w czasie) i strukturalnymi (procentowego udziału poszczególnych składników w całości) opartymi o obowiązujące w doktrynie schematy oraz zasady interpretacji tych wskaźników. Po operacji, którą opisano na wstępie, wielkość długu publicznego w stosunku do PKB zbliża się do granicy określanej przez analityków jako „zagrożenie niewypłacalnością”. Tymczasem w ciągu tych dwóch tygodni wspomnianej operacji w gospodarce nie wydarzyło się nic szczególnego.

Tłumacząc ten olbrzymi wpływ funduszy na rynek pieniądza, w powyższym przykładzie posłużono się walutami, choć w rzeczywistości mamy do czynienia z równoważnikami walut w postaci papierów wartościowych, tj. obligacji, bonów skarbowych itd.