Wyobraź sobie pierwotny rynek, na który przyszły 3 osoby (H – hodowca z kozą, F – farmer z jajkami, K – kowal z pługiem). Każdy chce wymienić swój produkt na inny. Dla uproszczenia załóżmy, że koza warta jest 100 jm, pług wart jest 100 jm, a jajka – partia 80 sztuk – są także warte 100 jm.

Rynkiem zawiaduje organizator rynku (OR), który przyjmuje przywiezione do sprzedaży produkty, w zamian wydając zaświadczenia (banknoty). Każdemu ze sprzedających wydaje zaświadczenie tej treści: „Zaświadczam, że H (F lub K) dostarczył mi towar o wartości 100 jm i w zamian za to zaświadczenie (banknot) może nabyć ode mnie inny towar o tej samej wartości”.

Wszyscy trzej dostawcy przekazali OR swoje towary i otrzymali zaświadczenia. Teraz H chce pobrać z rynku (kupić) pług. Okazuje się jednak, że OR żąda za pług 120 jm, za kozę – 120 jm, a za partię jajek – 120 jm.

Wartość banknotów w obrocie (zaświadczeń) to 300 jm. Wartość towaru według cen sprzedaży – 360 jm. Wniosek: wszystkie banknoty, jakie posiadają uczestnicy rynku, nie wystarczą do nabycia zapasów zgromadzonych przez OR.

W tym momencie pojawia się WÓDZ. I zarządza wymianę zaświadczeń OR na zaświadczenia z jego podobizną. Wprowadza prawo, według którego jedynym legalnym środkiem płatniczym są banknoty z jego podobizną, a jedynym wydawcą – emitentem – jest on sam, wódz. Za złamanie tego prawa grożą sankcje (zakuwanie w dyby). Rola OR została ograniczona do roli handlowca – hurtownika i detalisty. Tylko wódz wprowadza do obiegu nowe banknoty.

Do zabawy włącza się jeszcze CNOTA. Potępia rozrzutników, stawia pomnik ciułaczowi. Materace ciułaczy puchną od oszczędności. W obiegu jest coraz mniej pieniądza.

Wyobraźmy sobie teraz, że stoimy przed cukiernią i liżemy tort przez szybę, nie mogąc sobie na niego pozwolić. Kiedy wreszcie zdesperowani postanawiamy go spróbować – zaciągamy kredyt. Zjadamy nasz kawałek tortu, wiedząc, że przez wiele lat nie będzie nas stać nawet na eklerka. Cukiernik dalej piecze i błaga, byśmy coś kupili. Bezskutecznie. Wszystko, co zarabiamy, zabiera bank. Cukiernik bankrutuje, my jemy tylko chleb, pieniądze leżą w materacach bankierów.

A przecież gdyby wódz wyemitował nowe banknoty i rozdał je, cukiernik dalej by funkcjonował i wytwarzał coraz to nowe smakowite torty, a my kupowalibyśmy je i jedli, aż dostalibyśmy cukrzycy.

Ograniczenie emisji pieniądza powoduje deflację. Cukiernik skłonny  jest do obniżania cen aż do granicy opłacalności.

Dodatkowa emisja pieniądza, równoważąca popyt (czyli w granicach naszego apetytu na tort) nie powoduje inflacji (wzrostu cen), tylko nakręca koniunkturę, a więc stymuluje rozwój gospodarczy.

Na naszym pierwotnym rynku emitent zaświadczeń (banknotów) musi uzupełnić brak pieniędzy na rynku poprzez dodatkową emisję 60 jm i przekazać ją uczestnikom jako dywidendę społeczną lub powszechny gwarantowany dochód.