Świat jawi mi się jako wielka plantacja bawełny, na której pracują niewolnicy. Wybrańcy to służba domowa i nadzorcy plantacyjni.

Służba nie chcąc stracić uprzywilejowanej pozycji, więc zgaduje i uprzedza życzenia właściciela. Jest zatem groźniejsza dla ogółu niż sam właściciel. W realnym życiu objawia się to autocenzurą.

Plantacja kwitnie, niewolnicy pracują, otrzymując wyżywienie i dach nad głową. Nagle właściciel nabywa wysoko wydajne maszyny do zbioru bawełny. Ze 100 tysięcy niewolników do pracy potrzeba tylko 10 tysięcy. Reszta niewolników staje się zbędna.

Co zrobić z 90 tysiącami zbędnych rąk do pracy, które przecież jednak trzeba żywić?

Eksterminacja – ulubione wyjście z trudnej sytuacji polecane przez służbę domową. Dla tych 90 tysięcy nie ma pracy, są za to związane z nimi problemy: mogą się buntować, są groźni, bo bez środków do życia.

Zaczyna się mówić o przeludnieniu. Ale przeludnienie to mit. Taki problem nie istnieje.

Wystarczy, by te 90 tysięcy bezrobotnych przypomniało sobie zasadę społecznego podziału pracy: „nie rób tego, co kto inny może zrobić lepiej”. Wystarczy, że 90 tysięcy osób przypomni sobie i wykorzysta własne umiejętności, talenty, zainteresowania, aby zaczął funkcjonować „krąg obfitości”, czyli wzajemna wymiana usług.

Jednakże niezbędnym warunkiem wprawienia w ruch „koła obfitości” w obecnych okolicznościach jest wyposażenie uczestników wymiany w środki płatnicze.

Jak ta metafora przekłada się na realia? Każdy, kto nie znajduje pracy w produkcji i rolnictwie, otrzymuje nowo wyemitowany pieniądz lokalny w określonej wysokości na uruchomienie swojej działalności, a przede wszystkim na dokonanie pierwszych usługowych zakupów, np. na obiad w restauracji, na fryzjera, na bilet do kina itp.

Aby nawet niewielka emisja uruchomiła obieg, muszą być spełnione trzy warunki wymuszające szybką rotację:
– zaufanie do pieniądza lokalnego, tzn. akceptacja tej waluty przez sprzedającego;
– natychmiastowa zapłata za usługę, oznaczająca likwidację odroczonej płatności;
– przyjęcie jakiegoś rozwiązania przeciwdziałającego tezauryzacji (oszczędzaniu). Ten
pieniądz powinien „parzyć”.

Środki wstępnie przekazane uczestnikom będą wydatkowane na cele oferowane w szerokim spectrum. Straszak bezrobocia istnieje tylko w sytuacji planowego niedoboru pieniądza.

Pieniądz lokalny pełniąc jedynie funkcję miernika wartości i pośrednika wymiany, a pozbawiony funkcji tezauryzacji skutecznie pobudza społeczną wymianę usług i podnosi poczucie dobrostanu poszczególnych osób, rodzin i społeczności.
Straszak bezrobocia znika. Osoby nieznajdujące zatrudnienia w produkcji i rolnictwie znajdują je w usługach.

Jeśli producent określonych dóbr, np. odzieży, włączy się do „kręgu obfitości”, to sprzedając swoje produkty za pieniądz lokalny może swoim pracownikom płacić wynagrodzenie częściowo także w tej walucie. Największą przeszkodą we wprowadzeniu w życie tego schematu jest brak dopływu waluty narodowej do kieszeni osób spoza kręgu usług. Wszak za energię elektryczną, paliwa i inne dobra trzeba płacić walutą narodową. Ten problem może rozwiązać przyjęcie systemu powszechnego dochodu gwarantowanego. Te niewielkie gwarantowane kwoty wypłacone całej populacji skutecznie usunęłyby trudności w nabywaniu dóbr i usług tworzonych poza kręgiem obfitości.

Czy pieniądz lokalny jest konieczny dla podniesienia poczucia dobrostanu ludzi i likwidacji bezrobocia? Nie. Właściwa polityka monetarna NBP może skutecznie rozwiązać obecne problemy. Sądzę jednak, że bliższe realizacji są projekty związane z pieniądzem lokalnym niż skłonienie NBP do zachowań narodowych.