Ta niepisana sfera regulująca m.in. nasze zachowania ekonomiczne to chociażby wpajane nam od dzieciństwa zasady postępowania: „oszczędnością i pracą ludzie się bogacą”, „pieczone gołąbki nie lecą same do gąbki”, „bez pracy nie ma kołaczy”, „kto rano wstaje temu Pan Bóg daje”, „módl się i pracuj”.

Każdy z nas czuje, jak fałszywie brzmią one w obecnych czasach. Dlaczego? Są hasłami z ubiegłej epoki, epoki niedostatku, gdzie zapobiegliwość, oszczędzanie na przyszłość i dla zabezpieczenia potomstwa była często jedynym celem egzystencji. Tworzono prawo i obyczaj chroniący tych zapobiegliwych: „niewidzialna ręka rynku” i „święte prawo własności” zdominowały na wiele lat nauki ekonomiczne. To doprowadziło do sytuacji, w której pazerność, chciwość, cwaniactwo i spekulacja urosły do ranki chwalebnych cnót. Społeczeństwa szanowały i podziwiały „wielkich” i bogatych. Nawet wykonywanie intratnych zawodów dawało automatycznie wysoką pozycję społeczną.

Dziś nauka ekonomii całkowicie się odhumanizowała, bada zjawiska, trendy, zależności w zupełnym oderwaniu od kondycji człowieka. Fascynuje się wskaźnikami, które niczego nie mówią o dobrostanie społeczeństwa. Jaki sens ma radość ekonomistów ze wzrostu PKB, jeśli ten wzrost nie ma żadnego odniesienia do sytuacji życiowej i ekonomicznej obywateli?

Ekonomia przerodziła się w naukę całkowicie abstrakcyjną. Zapętliła się i żywi się sama sobą (tyle, że za nasze podatki), dyskutując o zjawiskach powierzchownych i nie mając odwagi sięgnąć głębiej. Ubrani w garnitury piewcy ekonomii perorują, używając języka tak hermetycznego i tak wyspecjalizowanego, by onieśmielał każdego niewtajemniczonego. Czasami jednak zniżają się do wypowiedzenia całkowicie fałszywej, ale jakże zrozumiałej kwestii, że „gospodarkę kraju można przyrównać do gospodarstwa domowego”. Dlaczego fałszywej? Gospodarstwa domowe nie są emitentami środków płatniczych a państwo jest, no chyba, że samo pozbawia się tego prawa i ceduje je na rzecz osób prywatnych. Ale nie na Ciebie czy mnie, a na tych, którzy stoją za FED, Bankiem Światowym, Międzynarodowym Funduszem Walutowym czy „bankami narodowymi” i czerpią z tego ogromne korzyści. Korzyści, które powinny realizować państwa dla dobra ogółu.