Kończąc studia miałem za sobą około 20 lat nauki, zaczynając od szkoły podstawowej po podyplomowe studia wyższe. Wydawałoby się, że 20 powinno dać każdemu doskonałe przygotowanie do życia. Tysiące podobnych mi młodych ludzi co roku kończy żmudny proces długiej edukacji, jednak z obserwacji wynika, że nie do końca wiemy, co potem zrobić z naszym życiem. Nawet absolwenci najlepszych uczelni w pewnym momencie swojego życia dochodzą do momentu, kiedy nie wiedzą po co im było to wszystko. Ten cały wysiłek związany z egzaminami, presja społeczna i konkurencja pomiędzy ambitnymi młodymi ludźmi marzącymi o sukcesie okazuje się w pewnym momencie pozbawiona sensu. Okazuje się, że system edukacji zamiast inspirować nas do kreowania czegoś prawdziwie wartościowego w życiu programuje nas na efektywne uczestnictwo w obecnym modelu społecznym. Zaprogramowani, by osiągnąć sukces finansowy, tracimy z widoku wszystko to co pozbawione jest wyceny na wolnym rynku. Tak więc nie brakuje nam prawników, którzy wiedzą jak poruszać się po labiryncie coraz bardziej niedorzecznego prawa, kierowników do spraw mniej lub bardziej nieistotnych, i wszelkich marketingowców promujących leki na kryzys i ogólny upadek cywilizacji. Staliśmy się efektywni w nieefektywności, a szkoła zamiast uczyć nas, jak wyjść z tego impasu szkoli nas w coraz lepszym i szybszym wykonywaniu bzdurnych zadań. System to nagradza, więc tego nas uczą. Stop! Już to wszystko widziałem, już to słyszałem, więc co można z tym zrobić?

Można wrócić do szkoły. Ot co. I nie musi to być żaden renomowany uniwersytet. Wiedza, która może prawdziwie natchnąć Was do głęboko zakorzenionej realizacji siebie w otaczającej Was rzeczywistości jest dostępna za darmo. Rozwój technologii internetowych pozwala nam dzisiaj dotrzeć do bardzo cennych treści, wcześniej niedostępnych. Często wiedza ta stoi w oczywistej opozycji do tego, co proponuje nam wolny rynek, w którym też uczestniczą tradycyjne uczelnie. Z tego powodu trudno znaleźć na nich kogoś, kto będzie Was zachęcał do czegoś, co wykracza poza paradygmaty, które prowadzą ludzkość gdzieś coraz bardziej w dół. Paradygmat skupia się zwykle na czysto materialnej warstwie rzeczywistości, pozbawiając ją równie ważnego poziomu duchowego, bez którego w życiowym rozrachunku to co robimy staje się wyjałowione z wszelkich ponadczasowych wartości. Na przykład świat naukowy mimo najnowszych odkryć na polu fizyki kwantowej nie wspiera studiów, które mogą zrewolucjonizować nasze pojęcie o otaczającym nas wszechświecie. Jednym z nauczycieli nowych nauk fizyki jest Nassim Haramein. Jego błyskotliwe badania coraz lepiej wyjaśniają to, czego boi się badać tak zwany „świat naukowy”. Osoba Nassima przypomina mi Galileusza, którego tezy napotykały na duży sprzeciw ówczesnych grup opiniotwórczych, głównie kościoła. Wielu nauczycieli wyprzedzało epokę, w której się urodzili, ale dzięki temu jesteśmy coraz bliżej rozwiązania największych problemów. Poza Nassimem w internecie możemy poczytać i posłuchać wykładów wielu innych nauczycieli, którzy mogą zainspirować nas do pozytywnej kreacji naszego życia. Są to osoby, które nie akceptują destrukcyjnego charakteru edukacji, jaka nas kształtuje, programując nas na, jak to wcześniej określiłem, efektywną nieefektywność. Chcą nam pokazać coś bardzo ważnego, często okupionego dużym kosztem ataków ze strony tak zwanej myśli głównego nurtu. Wszyscy zamienili swoje życie w misję szerzenia wiedzy, nawet jeśli wiedza ta jest niewygodna i sugeruje przebudowę tego, co wcześniej braliśmy za pewniki życiowe. Mogę też zauważyć, że coraz częściej w różnych miejscach na świecie ludzie są zainteresowani i zapraszają tych progresywnych nauczycieli. W moim kraju, w Polsce, powstała nawet idea szkoły, w której program tworzą Ci niepokorni wykładowcy.