Dla osób, które nie interesują się makroekonomią, to porównanie jest przekonujące i całkowicie zrozumiałe. „Porządny obywatel” uważa, że skoro zaciągnął dług, to musi go spłacić. Tak nas nauczono. Tak jest uczciwie. Państwo powinno więc robić to samo.

Ale gospodarka narodowa to nie gospodarstwo domowe. Podstawowa różnica polega na tym, że gospodarstwo domowe nie może emitować (tworzyć) nowych pieniędzy.

W gospodarce narodowej wciąż powstaje nowy pieniądz, który jest wprowadzany na rynek równolegle do wzrostu gospodarczego. Pieniądz do gospodarki wprowadza także NBP (emitent pieniądza) – konstytucyjnie niezależna instytucja. Robi to w dużej mierze poza państwowo (poza rządowo).

Jak nowy pieniądz jest wprowadzany do gospodarki?

  1. Parlament uchwala budżet. Planuje wydatki wyższe niż przychody (podatki).
  2. Powstaje planowy deficyt budżetowy.
  3. Trzeba pożyczyć pieniądze.
  4. Rząd pożycza je od banków komercyjnych.
  5. Powstaje wewnętrzny dług publiczny.
  6. Dowodem pożyczki są obligacje, które rząd wydał i sprzedał bankom.

Równolegle:

  1. Rząd zgłosił chęć pożyczenia (wydał obligacje).
  2. Bank komercyjny pożycza pieniądze z NBP (nowa emisja).
  3. Bank komercyjny kupuje obligacje, czyli udziela pożyczki rządowi.

Wykup: Rząd wykupuje obligacje, zwracając pożyczoną kwotę powiększoną o odsetki.

Kto zyskuje, kto traci? Obywatel poprzez podatki płaci haracz bankowi komercyjnemu.

A gdyby obligacje rządowe kupił NBP? Obywatel poprzez podatki (tworzące budżet państwa) regulowałby odsetki, które jako zyski NBP powinny trafić z powrotem do budżetu.

Dług publiczny to sprytny sposób przelewania pieniędzy z naszych kieszeni do kieszeni właścicieli banków komercyjnych.