Ożywienie gospodarcze, a często nawet rozkwit gospodarki kraju następuje w dwóch przypadkach:

–      Po wielkich kataklizmach lub wojnach, wówczas lokomotywą napędzającą gospodarkę jest budownictwo.

–      Po wprowadzeniu narodowych planów szeroko zakrojonych robót publicznych – wówczas lokomotywą jest wzrost zatrudnienia.

W przypadku przyjęcia programu robót publicznych ekonomiści uważają, że nawet gdyby prace polegały tylko na kopaniu i zasypywaniu dołów, to gospodarka otrzyma impuls do wzrostu we wszystkich dziedzinach.

Spójrzmy na roboty publiczne jako stymulator rozwoju gospodarczego. Co właściwe napędza wtedy gospodarkę? Czy praca (jak widać często bez sensu)? Nie. Jest to dodatkowy pieniądz wchodzący na rynek jako wynagrodzenie za tą pracę.

Skąd rządy, które wprowadziły roboty publiczne jako remedium na recesję gospodarczą, wzięły dodatkowy pieniądz? Są tylko trzy źródła ich pozyskania:

  1. Uruchomienie oszczędności obywateli.
  2. Wzmożona akcja kredytowa banków, więc zadłużanie się społeczeństwa (ludności i państwa).
  3. Emisja nowego pieniądza.

Rozpatrzmy je po kolei:

  1. Wszelkie kataklizmy uruchamiają rezerwy pieniężne. Na rynek wpływają oszczędności i kredyty. Krążenie pieniądza bardzo przyspiesza. Działają zatem dwa stymulatory: zwiększenie ilości pieniądza i przyspieszenie obrotu pieniądza.
  2. Regulowanie dopływu pieniądza przez bank centralny poprzez politykę monetarną, tj. poprzez stopy procentowe na pożyczki udzielane bankom. Obniżka stóp procentowych zachęca banki do czerpania środków z banku centralnego, a obniżone stopy kredytów konsumpcyjnych zachęca obywateli do zadłużania się. Regulowanie dopływu pieniądza poprzez zwiększanie długu publicznego, tj. zadłużanie się państwa na rynkach finansowych (obligacje, bony skarbowe, itp.).
  1. Emisja nowego pieniądza (popularne obecnie dodrukowywanie).

Wracając do ożywienia gospodarczego poprzez roboty publiczne należy rozpatrzyć, które źródła zasilania pieniądzem rząd powinien wykorzystać.

Niezależność banków centralnych powoduje, że droga wiodąca przez emisję nowych banknotów jest dla rządów zamknięta.

Czy zawsze tak było?

Przed II Wojną Światową nastąpił wielki rozkwit gospodarczy Japonii. Podobne ożywienie gospodarcze notowane było w Niemczech Hitlerowskich. W obu krajach zlikwidowano bezrobocie. Poprawił się ogólny dobrostan społeczeństw. Gospodarki kwitły bez związania obciążeń podatkowych obywateli. Bez zwiększania deficytów budżetowych. Bez zwiększania długu publicznego. I bez zachęt do zaciągania kredytów konsumenckich. Oba kraje zwiększyły zatrudnienie w dziedzinach produkcji niekonsumpcyjnej (w zbrojeniu). NIESTETY!!! Równie dobrze mogłyby to zrobić przez wzrost zatrudnienia przy kopaniu dołów.

Istotnym jest, ze obydwa zdecydowały się na uzależnienia emitenta pieniędzy od podmiotu zarządzającego gospodarką. W tym przypadku od kanclerza i cesarza. Nowy pieniądz, ten na zatrudnienie w zbrojeniach, trafił na rynek z nowych emisji. Nie powstawał deficyt budżetowy, nie rodził się dług publiczny. Nowe środki pieniężne wchodzące na rynek jako wynagrodzenie za roboty publiczne (w tym przypadku zbrojenia i infrastruktura) ożywiły gospodarkę. W obu przypadkach pieniądza na rynku przybyło poprzez kontrolowany dodruk (dodatkową emisję pieniądza).

Konkluzja:

Po co płacić za roboty zbędne? Czy nie lepiej te pieniądze wypłacać bez nakładania na obywatela jakichkolwiek obciążeń?

Lokomotywą rzeczywistego rozwoju gospodarczego mierzonego poprawą dobrostanu każdego obywatela powinna być dywidenda społeczna, tj. wypłacanie każdemu obywatelowi, bez żadnych warunków, kwot z nowych emisji pieniądza. Te nowe pieniądze muszą powstawać, ponieważ stale rośnie produkcja i rynkowa oferta usługowa. Ten wzrost dóbr musi mieć przełożenie na równoległy wzrost wartości pieniądza w obiegu.

Moje fantazjowanie:

Opierając się na niedostatecznych, ale jedynie dostępnych wskaźnikach i liczbach w Polsce wyglądałoby to tak:

PKB 2011 – 1.520 mld zł, wzrost PKB 12/11 4,5%, tj. 70 mld zł. Nowa emisja 70 mld zł (jeśli rotacja pieniądza pozostanie na tym samym poziomie). 70 mld zł podzielone przez liczbę obywateli daje ok. 2.000 zł. Owe 2.000 zł powinno być wypłacone każdemu obywatelowi jako dywidenda. Oczywiście wzrost PKB nie jest jedynym źródłem dywidendy. Dywidenda realnie wypłacona powinna być znacznie wyższa, ponieważ należy wykorzystać także inne źródła zasilania (oszczędności na administrowaniu krajem, na obsłudze długu publicznego, itp.).