Mój post dotyczący działalności gospodarczej w obozach uchodźców spotkał się ze szczególnym zainteresowaniem. Jest rzeczą oczywistą, że taki zamknięty krąg ludzi, bez dostępu do surowców i nowoczesnych technologii, nie może w pełni korzystać z dobrodziejstw współczesnej cywilizacji. Wiadomo, że w takich okolicznościach produkcja odbywać się będzie z użyciem dość prostych narzędzi, a rolnictwo musi korzystać z bardzo nowoczesnych form, np. z hydroponiki bądź uprawy w skrzynkach z torfem czy z trocinami.

Izolacja kraju, np. poprzez nałożenie embarga handlowego, powoduje brak wymiany ze światem. Niedostępne są surowce, wysokospecjalizowana produkcja oraz myśl technologiczna.

W takiej właśnie sytuacji, poprzez nałożenie wieloletniego światowego embarga, znalazła się Kuba. Towarem eksportowym Kuby były: cukier trzcinowy, cygara i przede wszystkim turystyka. Kuba nie posiadała rzadkich surowców, które mogłyby skłaniać inne kraje do łamania embarga. Równocześnie nie wytworzyła gospodarki samowystarczalnej.

Czy po zniesieniu embarga Kubańczykom będzie się żyło lepiej? Jeśli wyprzedadzą swoje kurorty amerykańskim inwestorom, to zyski z ruchu turystycznego płynąć będą za granicę. Co prawda Kubańczycy znajdą pracę i, czując stabilizację, zaczną zaciągać kredyty (oczywiście w zachodnich bankach), ale przestaną tańczyć na ulicach. Kredyty, powodujące brak bezpieczeństwa finansowego, skutecznie ograniczą radość życia.

Czy jest jakieś wyjście z tej patowej sytuacji?

Wydaje się, że prawo powinno zakazać wyprzedaży majątku cudzoziemcom, natomiast dopuścić, w zamian za rewitalizację kurortów, czasową dzierżawę tych obiektów.