Dzieje się tak dlatego, że zgodnie z przekonaniem przeciętnego obywatela VAT to podatek, który płacą przedsiębiorcy. W rzeczywistości jest jednak zupełnie inaczej. Dla przedsiębiorcy VAT to podatek neutralny: jest zobowiązany go rozliczać, ale go nie płaci. Wyjaśnię to na przykładzie.

Sprzedawca (sklep z butami) kupił jedną parę butów od hurtownika za 100 zł + 23% VAT. Razem zapłacił 123 zł. Sklep sprzedaje te buty za 123 zł + 23% VAT, to jest za cenę 185,5 zł. Kto zapłacił kwotę 35,5 VAT-u? Konsument. Z jego pieniędzy 150 zł trafiło do sklepu, a 35,5 zł do fiskusa. Pieniądze dla fiskusa pobrał sklep. A ponieważ nie są jego, musi je oddać do urzędu skarbowego. Sklep tylko pośredniczył w pobraniu podatku od konsumenta.

Teraz sklep musi rozliczyć VAT. Za to, że wyręcza fiksusa w poborze podatku, przysługuje mu przywilej: jeśli, kupując buty od hurtownika, sklep uiścił VAT, urząd skarbowy zwraca mu całą zapłaconą kwotę. W tym przypadku sklep musi więc oddać fiskusowi 35,5 zł, a fiskus musi oddać sklepowi 23 zł. Sklep wpłaca do kas urzędu skarbowego różnicę (35,5 zł VAT-u należnego US pomniejsza o 23 zł VAT-u naliczonego sklepowi przy zakupie butów). Z czyich pieniędzy sklep dokonuje wpłaty do US?

Podsumowanie: VAT to podatek obciążający wyłącznie konsumentów. Sklep (przedsiębiorca) jest tylko poborcą tego podatku. Nieporozumienie wynika z faktu, że mając w kasie sklepowej 135,5 zł, sklep uznaje te wszystkie pieniądze za swoje. Przedsiębiorcę boli oddawanie czegoś, co już miał w garści.

Dlaczego nie czytamy paragonów fiskalnych? Przecież z nich jasno wynika, jak wysoki podatek płacimy przy każdym zakupie.