Gospodarka polska, kiedyś socjalistyczna, dzięki polityce neoliberalnej dość szybko osiągnęła stadium kapitalizmu korporacyjnego. Wszystkie ważniejsze dziedziny, głównie w sferze handlu, przejęły ponadnarodowe korporacje. Korporacja to osoba prawna, której udziałowcami są inne osoby prawne, najczęściej zagraniczne. Udziałowcy korporacji to przeważnie także korporacje. Korporacje, których udziałowcami są inne osoby prawne lub wielkie Fundusze. Bywają także korporacje, których jedynymi udziałowcami są Fundusze ponadnarodowe.

W celu wyjaśnienia idei korporacji posłużę się przykładem. Osoby fizyczne będące udziałowcami wielkich przedsiębiorstw lub posiadające akcje firm wypłacających dywidendy mogą osiągać rocznie ogromne zyski z tych tytułów. Wyznając zasadę, że pieniądz powinien pracować, szukają możliwości rozmnożenia swoich zasobów. W tym celu powołują Fundusze, wpłacają na konto takiego Funduszu wolne środki i powierzają zarządzanie tymi zasobami profesjonalistom. Do zarządów większości Funduszy wchodzą osoby zatrudnione przez największe światowe banki. Bywa też, że zarząd powierza się bezpośrednio określonemu bankowi. Udziałowcy takiego Funduszu mają prawo odwoływać i powoływać osoby zarządzające.

Fundusz może zgromadzone środki przeznaczyć na zakup udziałów w rokujących rozwój firmach i branżach. Ponieważ Fundusze dysponując zasobami pieniężnymi znacznie przekraczającymi wszystkie środki, którymi dysponują banki, są wiodącym graczem na rynkach finansowych. Kupując udziały korporacji, np. branży farmaceutycznej lub reklamowej, w sposób istotny mogą wpływać na politykę tej jednostki, a przede wszystkim na skład zarządu. Handel udziałami w korporacjach może być tak intensywny, że skład właścicielski zmienia się wielokrotnie w ciągu roku. Bez względu jednak na to, kto jest właścicielem korporacji, celem jej działalności gospodarczej jest wzrost sprzedaży i wzrost zysków. Na każdym szczeblu zhierarchizowanej struktury korporacyjnej z realizacji tego właśnie celu rozliczani są pracownicy.

Kaskadowa struktura własności powoduje ogromne zbiurokratyzowanie tych tworów. Ilość sprawozdań, prognoz, analiz jest ogromna i znacznie przewyższa wszystko, na co narzekaliśmy w planowej gospodarce socjalistycznej. Zresztą plany socjalistyczne były tak samo nietrafne, jak prognozy wielkich korporacji.

Kaskadowość struktury właścicielskiej powoduje także pewną specyfikę działania zarządów, polegającą na wiecznym podróżowaniu po świecie i konferowaniu, czyli na uwielbianej przez mężczyzn czynności „bicia piany”. Żadna osoba zatrudniona w korporacji, bez względu na stanowisko jakie zajmuje, nie może być pewna stabilności swojej pozycji. Zmiany następują gwałtownie, często z dnia na dzień, ku pełnemu zaskoczeniu osoby zwalnianej. Nie można się temu dziwić, bo gdy zatrudniasz się w korporacji, przełożony planuje dla ciebie tzw. ścieżkę kariery. Zatem każdy z pracowników nosi w plecaku buławę marszałkowską. Oczywiście marszałków w korporacji jest zbyt mało, więc kiedy oddasz korporacji swoje najlepsze pomysły, energię, zdolności oraz umiejętności i nie będziesz umiał skutecznie zaszkodzić swojemu szefowi, by przejąć jego stołek – wypadasz z gry. Na twoje miejsce przyjdzie młody stażysta z nowymi pomysłami i nową energią, któremu korporacja zapłaci mniej.

Dlaczego nazwałam korporację bezgłowym potworem? Wyjaśniłam, dlaczego potworem. Bezgłowym dlatego, że twoja pozycja w korporacji zależna jest od osiągnięcia określonego wskaźnika. Siedzący w Nowym Jorku zarząd, nieznający miejscowych realiów, ocenia cię i decyduje o twoim losie całkowicie anonimowo.

Ta kultura korporacyjna zdemoralizowała już całe pokolenie. Ideałem i ambicją naszej młodzieży jest zatrudnienie w wielkiej korporacji. Już na starcie powoduje to działania cyniczne i bezwzględne. W Polsce jest bowiem tylko 260 korporacji i w żaden sposób nie wchłoną one tysięcy absolwentów uczelni ekonomicznych i szkół zarządzania. Wyścig szczurów zaczyna się w kołach naukowych uczelni. Marzeniem każdego absolwenta jest zostać prezesem korporacji. Atrybutami tego prezesowania i miarą sukcesu zawodowego są nie tylko wynagrodzenia, liczą się bowiem także klasa samochodu służbowego, zapewnione miejsce parkingowe, podróżowanie samolotem w klasie biznes, uczestniczenie w licznych naradach i konferencjach, czternastogodzinny dzień pracy oraz dwie sekretarki: jedna do roboty, druga do reprezentacji. Przyzwoitość, lojalność, przyjaźń, zaufanie, wiedza, kompetencje, życzliwość, wrażliwość, moralność, zasady etyczne są obce temu straconemu pokoleniu. Bo w cenie są pozory, brak ideałów i cynizm. Życie poza wszelkimi wartościami powoduje jednak głęboką frustrację i tych, którym się zazdrości, i tych, którzy zazdroszczą. Uratować to pokolenie może tylko wielka idea, która je porwie, poświęcenie się określonej misji.

Dylemat młodej matki pozostaje niezmieniony: czy budzić w dziecku ambicję, chęć współzawodnictwa i przygotować je do wyścigu szczurów, zapewniając stabilność materialną, czy wychować dziecko w wartościach, które sama wyznaje, tj. głębokim humanitaryzmie, życzliwości dla innych, współczuciu i skazać je na życie w niedostatku.