Przemierzając piękne krainy Ameryki Południowej zdarza mi się często nawiązywać swego rodzaju połączenie z tym, co jest od nas większe. Subtelne energie powodują, że niczym podczas medytacji mój umysł uspokaja się i do głosu dochodzi ta inna, bardziej ukryta część mnie. Nie nazywam tego, nie identyfikuję, po prostu przełączam się na odbiór i napełniam się treściami których nie potrafiłby stworzyć sam racjonalny rozum. Zaczynam inaczej odbierać to, co mnie otacza, w węższym wymiarze osobistym jak i dużo szerszym planetarnym.

W lutym, będąc w Meridzie, uniwersyteckim mieście w wenezuelskich Andach, byłem świadkiem bardzo dramatycznych protestów politycznych. Równolegle, poprzez Internet docierały do mnie nie mniej dramatyczne wieści z Ukrainy. Będąc w centrum wydarzeń miałem możliwość zrozumienia problemu od środka. Jednego i drugiego, gdyż Wenezuela podzielona jest między dwa odmienne obozy: socjalistów i kapitalistów. Sytuację polityczną w tym kraju przedstawiłem w poprzednim artykule (Święta Ekonomia), ale przypomnę sytuację geopolityczną, w której znajduje się ten roponośny kraj (3 wydobywca ropy naftowej).

Rok temu odszedł Hugo Chavez, prezydent Wenezueli, który zmienił kierunek rozwoju w stronę rozwiązań dających nowe szanse najbiedniejszym grupom jej mieszkańców poprzez wykorzystanie znacjonalizowanego przemysłu do zapewnienia oświaty, opieki medycznej i socjalnej. Oznaczało to odebranie przywilejów najbogatszej elicie i ograniczenie wpływu kapitału zagranicznego na prowadzoną politykę. Od śmierci El Comendante władzę sprawuje kontynuator rewolucji Nicolas Maduro, któremu niestety wiele brakuje do charyzmatycznego Chaveza. Maduro nie jest w stanie zapanować nad tym, co się dzieje w kraju, który cały czas jest poddawany zewnętrznej presji, zwłaszcza po śmierci Chaveza. To, co wiele mediów opisuje jako protesty bezbronnych studentów, poprzez większość społeczeństwa traktowane jest jak zamach stanu, który miał również miejsce ponad 10 lat temu za prezydentury Chaveza. Są na to dowody, że wśród studentów działają wspierani z zagranicy awanturnicy, którzy podobnie poprzednio próbowali poprzez agresję i chaos obalić legalne władze.

Nie inaczej sprawa ma się na Ukrainie. Nie ma tu ropy, ale jest wiele cennych zasobów i położenie geograficzne również stanowi wartość geopolityczną samą w sobie. Jak jest naprawdę? Tego nie chcę osądzać, bo nie to jest meritum. Poprzez ukazanie rozbieżności między „oficjalną” wersją zatwierdzoną przez media, a punktem widzenia osób zainteresowanych ukazuję jak dziś decyduje się o przyszłości narodów. Niestety większość z nas nadal ufa w to, co stoi za słowami napisanymi przez wielkie przedsiębiorstwa medialne, które czerpiąc korzyści z posiadanej opiniotwórczej władzy ewidentnie wchodzą w logiczny konflikt z tym, co podpowiada bardziej wnikliwy umysł. Mówiąc wprost, piszę z pełną odpowiedzialnością, że znaczna większość wiadomości z dziennika telewizyjnego to kłamstwa, interpretacja rzeczywistości zgodna z największymi grupami interesu. W dzienniku nie brakuje wiadomości o kolejnych konfliktach, wojnach i zbrodniach, ale niestety brakuje głębszej prawdy. Prawda stoi naprzeciw obecnemu systemowi, którego podstawy zbudowano na antywartościach służących bardzo ograniczonej grupie, bardzo niemoralnych ludzi. Mówię to również bardzo dyplomatycznie, gdyż nie potrafię zrozumieć sytuacji, w której jeden człowiek potrafi wysłać na śmierć tysiące bądź miliony istnień tylko po to, by uzyskać władzę i wpływy, notabene bardzo ograniczone w czasie (ważne do czasu, gdy znajdzie się ktoś bardziej bezwzględny i nieludzki). Fakt pozostaje faktem. Ludzkość znajduje się na zakręcie i wygląda na to, że będzie coraz gorzej. Czy aby na pewno?

Zatem wracam do subiektywnej analizy tego szamba, w którym dane nam żyć. Coraz częściej jestem przekonany, że im jest go więcej, tym szybciej zachodzą w nas głębokie zmiany. Może ten nonsens, który nas otacza ma jednak sens będąc katalizatorem zmian, niezbędnym byśmy przeszli z jednego, niedojrzałego etapu na wyższy poziom odpowiedzialnego jestestwa kolektywnego. Indywidualności na poziomie Jezusa nasz świat gościł wiele i wygląda na to, że gości coraz częściej. Wielkie organizacje religijne chcą nam zamydlić oczy mówiąc jak mamy rozwijać się na poziomie ducha. Chcę być wolnym, a instytucje od wieków nas zniewalają, kontrolują, na spółkę z podobnie antyludzką, polityczną machiną, która podzieliła ludzi granicami. Ostrzegałem na początku, że będę subiektywny? To jestem. Co więcej, nauka jest nie mniej skorumpowana i nadal broni autonomii wyłącznie materialnej natury rzeczywistości określonej prawami Newtona. Sam Albert Einstein mówił, zacytuję…

“In the view of such harmony in the cosmos which I, with my limited human mind, am able to recognize, there are yet people who say there is no God. But what makes me really angry is that they quote me for support for such views.”

Dzieło Einsteina kontynuuje wiele progresywnych naukowców (chociażby N. Haramein, o którym można poczytać na RdA) i wielu z nich ryzykuje swoje dobre imię, gdyż korupcja naszej „cywilizacji nauki i postępu” wydawałoby się nie zna granic. Nie zna granic agresja, do której chcą nas przekonać możni tego świata. Możni tylko w pokazywaniu palcem, kogo tym razem zetrzeć z powierzchni ziemi. Instytucje finansowe chcąc całkowicie podporządkować sobie ludzkość przejmują kontrolę nad zasobami ostatnich prawdziwie suwerennych krajów, korzystając z pomocy wyniesionych za pomocą swojego kapitału polityków. Zatem dziś trzeba zająć się terrorystami z bliskiego wschodu i wprowadzić demokrację, której wolność ogranicza się do wyboru partii, która przez 4 czy 5 kolejnych lat przejmuje funkcję obalonego dyktatora i pomaga zasadzić na zniszczonej ziemi takie wartościowe elementy demokracji jak fast food Mc Donalda czy niskooprocentowaną (tylko na początku) pomoc Citi Banku.

Zatem czy nadal mam wymieniać kolejne przypadki? Może już wystarczy i pozytywnie podsumuję ten trudny temat. Jidu Krishnamurti, Alan Watts i wielu innych pokazuje nam, że nie przyszliśmy tu by być tym, kim chcą byśmy byli… żyjemy subiektywnie i powinniśmy bardziej skupić się na swoim wnętrzu. Tymczasem przez wieki oddawaliśmy się negatywnemu wpływowi zewnętrznemu. Bill Hicks, niepokorny komik, artysta stand-upu twierdził, że życie to tylko jazda koleją górską, inkarnacja, jedna z wielu, która miała odbyć tu swoją lekcję. Może potrzebujesz więcej trudnych lekcji, może nie, a może dane Ci będzie poznać zupełnie inne światy, gdzie nie ma już tego bezsensownego cierpienia, które ma nas czegoś nauczyć? Nie wiem co o tym myślisz, nie jest to dla mnie najważniejsze. Ważne, że mogę wyrazić to, co jest istotne dla mojego doświadczenia obecnego życia.

“The world is like a ride in an amusement park, and when you choose to go on it you think it’s real because that’s how powerful our minds are. The ride goes up and down, around and around, it has thrills and chills, and it’s very brightly colored, and it’s very loud, and it’s fun for a while. Many people have been on the ride a long time, and they begin to wonder, „Hey, is this real, or is this just a ride?” And other people have remembered, and they come back to us and say, „Hey, don’t worry; don’t be afraid, ever, because this is just a ride.” And we … kill those people. „Shut him up! I’ve got a lot invested in this ride, shut him up! Look at my furrows of worry, look at my big bank account, and my family. This has to be real.” It’s just a ride. But we always kill the good guys who try and tell us that, you ever notice that? And let the demons run amok … But it doesn’t matter, because it’s just a ride. And we can change it any time we want. It’s only a choice. No effort, no work, no job, no savings of money. Just a simple choice, right now, between fear and love. The eyes of fear want you to put bigger locks on your doors, buy guns, close yourself off. The eyes of love instead see all of us as one. Here’s what we can do to change the world, right now, to a better ride. Take all that money we spend on weapons and defenses each year and instead spend it feeding and clothing and educating the poor of the world, which it would pay for many times over, not one human being excluded, and we could explore space, together, both inner and outer, forever, in peace.”

Bill Hicks, satyryk, komik.