Spółka A produkuje meble, spółka B także produkuje meble i stanowi dla spółki A niewygodną konkurencję na rynku.

Zarząd spółki A proponuje udziałowcom spółki B wykupienie ich udziałów za bardzo atrakcyjną cenę. Wystarczy, by posiadacze 51% udziałów w spółce B ulegli pokusie, a spółka A przejmie kontrolę nad spółką B (ma bowiem pakiet kontrolny udziałów).

Dzięki temu posunięciu spółka A ma prawo wyznaczyć zarząd i kierunki rozwoju w spółce B. Z całą pewnością to zrobi. Rozwiązań niewygodnego problemu konkurencji jest kilka, oto one:

– doprowadzić do upadłości spółkę B;

– uchwalić dopłaty do kapitału tak wysokie, że pozostali udziałowcy nie będą w stanie im sprostać i będą zmuszeni sprzedać swoje udziały oczywiście spółce A i to nawet niezbyt drogo;

– połączyć spółki w jedną (fuzja);

– utrzymać dwie odrębne nibykonkurencyjne firmy.

Oczywiście istnieje wiele jeszcze bardziej wyrafinowanych metod utrzymywania pozorów konkurencyjności rynkowej, np. zastosowanie prawnie zabronionego systemu cen dumpingowych. Spółka A, silny organizm gospodarczy, ustala ceny poniżej kosztu produkcji (nie tylko nie odnosi zysków, ale ponosi planowaną stratę). Jej słabszy konkurent spółka B w tej sytuacji także obniża cenę. Ale nie stać jej na dopłaty do produktu. Klient kupuje więc tylko produkty spółki A. Spółka B likwiduje się i znika z rynku. Wtedy spółka A tak podnosi cenę produktów, że poniesione wcześniej straty zwracają jej się z nadwyżką.

A teraz przypomnij sobie, ile razy takie informacje obiły Ci się o uszy. Jak to możliwe, że producent dwóch wydawałoby się konkurujących na rynku batoników to ta sama firma? Jak to się dzieje, że dawne polskie marki są teraz w rękach korporacyjnych? Czy dalej wierzysz w świat wolnej konkurencji?