Porównajmy:

PKB Polski w 2011 r. to 1525 miliardów złotych; PKB USA – 15 bilionów dolarów.

Na rynki finansowe świata wpłynęła kwota równa rocznemu PKB USA.

Dlaczego więc, droga Rado Polityki Pieniężnej, nie mamy jeszcze hiperinflacji?

Po pierwsze: te nowe dolary na całym świecie trafiły wyłącznie do banków. Po co? Aby te banki mogły kupować papiery dłużne od midasów, czyli by mogły nasze długi, znajdujące się w posiadaniu tych właśnie midasów, zamienić na żywą gotówkę. Kiedy zorientowany w sytuacji midas sprzeda już swoje udziały w funduszach, zechce gotówkę zamienić na jakieś trwałe dobro. Kupi ziemię w Polsce lub Zambii, albo jakąś kopalnię, albo dzieła sztuki, albo plantację, albo kruszce. Dopiero po przeprowadzeniu tych transakcji zabezpieczających majątek midasów być może rozpocznie się era hiperinflacji.

Po drugie: wyemitowany pieniądz – owe 16 bilionów dolarów – nie trafi na rynek, a do portfeli midasów, którzy z całą pewnością nie zużyją ich na bieżącą konsumpcję. Będzie to zatem pieniądz zakumulowany przez tych, którzy sprzedają midasom trwałe dobra (ziemia, dzieła sztuki etc.). Sprzedawcy zatrzymają te pieniądze na swoich kontach jako ewentualne zabezpieczenie na przyszłość. Ci z nich, którzy nie są świadomi ryzyka związanego z hiperinflacją, przeznaczą je na zakup papierów dłużnych.

Po trzecie: gdyby jednak ten dodrukowany dolar trafił w końcu do rąk konsumentów, to w erze obfitości mógłby spowodować:
– wzrost konsumpcji – co napędzi gospodarkę;
– ewentualny wzrost cen dóbr niepomnażalnych (rzadkich) – kruszców, gruntów, dzieł sztuki;
– zwiększenie zasobów pieniężnych, to jest wzrost oszczędności obywateli.