Ostatnio zbulwersowała mnie wiadomość o sprzedaży sieci detalicznej „Piotr i Paweł”. Sieć przechodzi w ręce kapitału zagranicznego. Podobno na polskim rynku pozostały już tylko cztery średniej wielkości sieci handlowe. Reszta jest nie nasza.

Co oznacza ta sytuacja? Pośrednik handlu, jakim jest handel hurtowy i detaliczny, znajduje się w komfortowej sytuacji negocjacyjnej. Dyktuje ceny nie tylko konsumentowi, ale przede wszystkim – dostawcom. Polski dostawca nie tylko musi zejść z ceną do granicy kosztów własnych, ale czasem nawet do swojego przedsiębiorstwa dopłacać. Bowiem z naszymi produktami konkurują produkowane znacznie taniej towary chińskie, ale także żywność, nawet ta pochodząca z krajów unijnych. Dzieje się tak dlatego, że w krajach unijnych dopłaty do rolnictwa są wyższe niż w Polsce. Generalnie system dopłat do rolnictwa jest niszczący nie tylko dla krajów rozwijających się, ale także dla krajów, w których te dopłaty występują.

Wracając jednak do naszych sieci handlowych, musimy stwierdzić, że tylko odbudowa własnych sieci dystrybucyjnych pozwoli na uprzywilejowanie polskich producentów i powrót do samowystarczalności gospodarczej. Obecnie szereg środowisk dokonuje prób przejmowania sieci poprzez tworzenie kooperatyw. Jest to jednak ruch zbyt mały i nie dość konkurencyjny dla konsumenta. Polski konsument, mało zarabiający, niewiele uwagi poświęca jakości kupowanych produktów.

Konkluzja: Handel, dziedzina gospodarki, niewymagająca wielkich nakładów inwestycyjnych, została oddana w obce ręce.  Nie znajduję odpowiedzi na pytanie: dlaczego?