U podnóża gór Sierra Nevada powstaje nietuzinkowy ośrodek edukacyjny, który choć dopiero rozpoczyna swoją działalność, już zdążył zainspirować wiele osób do osobistych przemian ewolucyjnych. Założyciele tego miejsca, pielgrzymujący po całym świecie mnisi jednego z indyjskich asramu stworzyli szkołę, która działa w oparciu o paradygmat uzupełniony o wiedzę na temat otaczającego nas świata, której nie chcą zaoferować znane powszechnie, prestiżowe uczelnie. To prawdziwy fraktalny uniwersytet, który potrafi otworzyć studentom oczy na nowe perspektywy kreacji swojej rzeczywistości.

Wśród nauczycieli znajdziemy przedstawicieli wielu kultur pochodzących z różnych zakątków planety, zaczynając od żyjących na terenie okolicznych gór Indian Kogi i Wiwa poprzez przedstawicieli innych rdzennych ludów, buddyjskich lamów, joginów, filozofów jak również progresywnych przedstawicieli świata nauki i przeróżnych profesji. Edukacji nie zakłóca dysonans między namacalnym światem nauki a duchowym aspektem niewidzialnych wymiarów. Wyjątkowo otwarte umysły nauczycieli i uczniów przyglądają się i dyskutują o najnowszych coraz bardziej wnikliwych badaniach kwantowej struktury wszechświata. To miejsce stanowi dla mnie przykład do naśladowania, żywy okaz spontanicznej duchowej ewolucji człowieka, któremu mogłem przyglądać się z bliska. Pielgrzymujący z całego świata nauczyciele przekazują swym uczniom wiedzę na temat najważniejszych odkryć swoich wieloletnich badań i obserwacji. Opowiadają w inspirujący sposób o niezwykle wartościowych studiach w wyjątkowym otoczeniu na terenie pradawnych świątyń niegdyś żyjącego tu ludu Tayrona. Wykłady i zajęcia nie prowadzone są zatem w zamkniętych pomieszczeniach, a pośród dzikiej przyrody, pełnej żywych kolorów, dźwięków, zapachów. Uniwersytet Gaya powstał dzięki ludziom, którzy postanowili wzbogacić swoje życie, przybywając tu z różnych stron by osiedlić się w wyjątkowym miejscu i wspólnie stworzyć ekologiczną wioskę i samowystarczalną społeczność.

Dzień rozpoczynaliśmy witając go wspólną medytacją i zajęciami prowadzonymi przez wschodnich nauczycieli jogi. W międzyczasie inni wolontariusze przygotowywali dla pozostałych zdrowy wegetariański posiłek. Po śniadaniu zabieraliśmy się do prac w ogrodzie, poznając tajniki ekologicznej uprawy roślin i tym samym ucząc się cennych umiejętności zadbania o siebie i innych. Oprócz  prac przy warzywach i owocach, wybieraliśmy dla siebie inne zadania z zakresu prac budowlanych, konserwatorskich i pozostałych. Poznawaliśmy i ćwiczyliśmy czynności przydatne w codziennym życiu społeczności niezależnej od destrukcyjnego systemu globalnej ekonomii, który praktycznie pozbawił nas prawdziwego kontaktu z naturą. Jak romantycznie jest maszerować i walczyć z władzą na ulicach, ale chwila. Co się stanie jeśli system padnie i sklepy przestaną być zaopatrywane? Elementarna edukacja agronomiczna i dietetyczna powinna być przynajmniej tak samo poważnie traktowana jak nauka języka czy dodawania. W tym aspekcie chodzi o podstawową naukę myślenia, które zapewni pełną odpowiedzialność za własne życie.

Gdy słońce znalazło się w zenicie i robiło się najgoręcej, niezbędne prace były na ukończeniu. W tym czasie niektórzy z nas zgłosili się do przygotowania obiadu z zebranych w ogrodzie plonów. Zadania przydzielaliśmy na podstawie konsensusu. Ja starałem się zajmować tym, czego nie znałem, chcąc nauczyć się czegoś nowego. Żartem napomknę tylko o jednej mało atrakcyjnej czynności, która nie cieszyła się wielkim zainteresowaniem i wymagała losowania. Chodzi o sprawy sanitarne. Każda społeczność mieszkająca w ekologicznej wiosce musi się również zmierzyć z problemem odpadów, w tym z produktami przemiany materii. Co parę dni trzeba zająć się przeniesieniem wyżej wymienionych do kompostu, który przetworzy je w pełnowartościowy humus, czyli najżyźniejszą glebę. To była doskonała nauka życia w harmonijnej wspólnocie, jakby większej rodzinie, która wzbogaca każdy dzień świadomością odpowiedzialnej pracy połączonej często z radosną zabawą. Baczna obserwacja interakcji społeczności z naturą, tą bliską i tą dalszą, każdego dnia uczyła mnie nowych możliwości tworzenia wartościowych rzeczy. Może się okazać, że w różnych elementach takiego świadomego życia każdy z nas odnajdzie swoje prawdziwe powołanie. Dlatego dla mnie ten przypadek nie był dziełem przypadku J. Wiem, że chcę działać na podobnym polu i stworzyć podobne miejsce, czy to na terenie Ameryki, czy w sercu rodzinnej Europy.  Podczas pobytu w wiosce Gaya opowiadałem o swoim życiu w Sanatorio Espiritual, o mojej podróży z Polski do Peru, o szamanizmie amazońskim jak również o tradycjach słowiańskich. Każdy z nas chciał się z innymi podzielić tym czymś szczególnym, co go pasjonowało i właśnie na tym polega czar fraktalnego uniwersytetu. Nauka nie ma tu początku i nie ma też końca. Edukacja rodzi się sama z siebie, a rozwój osobisty staje się pasją wypełniającą każde zadanie, któremu oddajemy się w całości.

Po południowym odpoczynku  w atmosferze zabawy, gdzie często towarzyszyła nam muzyka, często graliśmy w różne gry zespołowe czy też chodziliśmy po pobliskich górach odwiedzając wodospady czy też wioski indiańskie. W późniejszych godzinach gdy słońce już nie paliło tak mocno zaczynały  się zajęcia teoretyczne i wykłady. To czas, w którym zamienialiśmy się w słuch i z przyjemnością kontemplowaliśmy każdą usłyszaną myśl. Mnisi zapraszali nas do intrygujących ceremonii i nawet nie znając sanskrytu z chęcią brałem w nich udział, grając na bębnach i innych instrumentach. Wieczorem zwykle znajdowaliśmy sobie czas na własną medytację w okolicznościach pięknego zachodu słońca. Potem był już tylko czas na wspólny lekki posiłek i wieczorne rozmowy przy ognisku. Dyskusje do późnych godzin dawały nam niezwykły ładunek inspiracji by po zasłużonym odpoczynku kolejny dzień wypełnić twórczą radością.

Na tle mrowia instytucji edukacyjnych, które uczą nas jedynie partycypacji w zbliżającym się upadku obecnego systemu ślepej materialnej eksploatacji, Uniwersytet „Pueblo Gaya” to nadal wyjątek. Podczas mojej podróży spotykam wiele osób gotowych by zmienić coś w swoim życiu i skorzystać z tej jeszcze niezagospodarowanej na szeroką skalę wiedzy. Samemu pragnę z ich pomocą stworzyć w Amazonii podobne miejsce, które będzie stanowiło integralną część krainy Republica del Amor. Razem z maestro don Raulem od paru lat tworzymy miejsce zgodne z naszymi głębszymi motywacjami.  Wsparcie, które przekazują nam duchy selvy posłużyło do stworzenia kliniki duchowej Sanatorio Espiritual, do której przybywają przeróżni ludzie skorzystać z tego, co może zaoferować rdzenna tradycja duchowa ludów Amazonii. To jedno z tych miejsc, które zdołały uchronić przed zniszczeniem naszą odwieczną więź z głębszą rzeczywistością jednoczącą nas z całym stworzeniem na Ziemi jak i całym kosmosem.

Dzięki praktykom duchowym goście naszej ostoi oczyszczają swoje organizmy z tego, co zdołał zanieczyścić stres i wszelkie negatywne oddziaływania wynikające z życia w świecie strachu, dysharmonii i niedostatku. Kolejnym krokiem na mojej drodze będzie stworzenie projektu zrównoważonego rozwoju opartego na ekologicznej turystyce i  wolontariatu, którego rdzeniem podobnie jak w „Pueblo Gaya” będzie głęboko pojęty rozwój osobisty naszych gości.

Od kiedy powróciłem do rodzinnej Polski po roku spędzonym w peruwiańskiej dżungli pomagałem w działalności organizacji, która również zajmuje się reedukacją i rozwojem świadomości chociaż w nieco inny sposób niż nasza szamańska klinika. Stworzyliśmy internetowy magazyn na temat nowych rozwiązań ekonomicznych, mających na celu zapewnienie każdemu z nas godnego życia na wspólnej planecie. Dziś żyjemy na skraju upadku systemu, który przez wiele lat warunkował choroby naszej dzisiejszej rzeczywistości: nędzę, klasowe dysproporcje, korupcję i inne patologie. Na temat ekonomicznych wyzwań, które stoją przed ludzkością więcej napiszę w kolejnym artykule, a tymczasem wspomnę jeszcze o projektach edukacyjnych tworzonych przez moich przyjaciół z fundacji Jesteśmy Zmianą. Nazwa, która nawiązuje do znanego na całym świecie rzecznika zmian na lepsze, Mahatmy Gandhiego trafnie określa to, czym zajmuje się mała polska fundacja. Ghandi udowodnił ile potrafi zmienić jeden człowiek. Fundacja z pomocą Warszawskiej Szkoły Zarządzania postanowiła stworzyć pierwsze w Polsce studia edukatorów społecznych i inicjatorów zmian, które w sposób o wiele bardziej świadomy dotykają materii ekonomicznej. Celem studiów jest poszerzenie stanu wiedzy społeczno-gospodarczej oraz wzbogacenie samoświadomości słuchaczy i przygotowanie ich do współtworzenia nowej rzeczywistości gospodarczej i społecznej w duchu wartości etycznych. Jak można przeczytać na stronie uczelni dzięki studiom, uczestnik pozna centralne problemy współczesnego świata wraz z przykładami proponowanych i zastosowanych rozwiązań.

Od blisko pół roku jestem znów w drodze do Amazonii i dzięki napotkanym osobom i miejscom, do których docieram, zwłaszcza takim jak „Pueblo Gaya” pozytywnie patrzę w przyszłość bo wiem, że z czasem będzie ich więcej. Widzę ogromny potencjał w działalności edukacyjnej, która jest fundamentem zmian społecznych i jestem zdania, że wszystkie powinny ze sobą współpracować by korzystać z efektu synergii. Z moich obserwacji piętą achillesową takich instytutów nowej generacji jest działanie w pewnej izolacji wynikającej z oczywistych powodów geograficznych. Z jednej strony takie oddolne inicjatywy powinny pozostać niezależne, jednak gdyby stworzyć sprawną sieć komunikacji i wymiany doświadczeń miedzy nimi, nastąpiłaby wyraźna akceleracja globalnego procesu pozytywnych zmian.