Warszawa
Styczeń 2013

Znana gwiazda dziennikarstwa telewizyjnego Monika O. zaprosiła mnie do studia. Miałam udzielić wywiadu w związku z moją książeczką „Zanim wyjdziemy na ulicę”. Kupiłam nowa kieckę i poszłam do fryzjera. Szczęśliwa i dumna udałam się do studia. Wcześniej w  domu przećwiczyłam układ nóg i sposób siedzenia na fotelu.

Zaczęło się.

Monika: Zapraszając Panią przejrzałam wszystkie dostępne materiały na Pani temat. Przestudiowałam Internet, przepytałam znajomych. Nikt Pani nie zna. Sądzę więc, że jest Pani gospodynią domową. Czy tak?
Ja: Tak, ale…

M: Właśnie, dość odważnie zabrała się Pani zatem do tematu tak trudnego jak ekonomia. Tematu wymagającego długich studiów, wielkiej wiedzy i doświadczenia. Więc czy nie porwała się Pani, jako dyletantka w tej dziedzinie, z motyką na słońce?
J: Oczywiście, ale…

M: Czy czytała Pani Pipścińskiego, Mruczka i Tłuczka?
J: Nie, ale…

M: Właśnie i nie mając kompletnie oczytania i wiedzy w tak trudnym temacie proponuje Pani likwidację rynków finansowych?
J: Tak. Ponieważ…

M: Trudno oprzeć się wrażeniu, że za dziedzinę tak trudną i wrażliwą coraz częściej zabierają się dyletanci.
Dziękuję Pani za wywiad.

Wyszłam. I nagle zrozumiałam dlaczego honorarium za wywiad dostała tylko Pani Monika O.
Tworzę sobie teraz port folio. Czy zapisać tam fakt udzielania pierwszego wywiadu? I to komu?
Jeszcze kilka takich i wpiszą mnie na listę ekspertów.