Pierwotnie, tj. w okresie pieniądza kruszcowego, traktowanie pieniądza jako towaru było uzasadnione wartością kruszcu w monecie. Historycznie wymiana towaru wyglądała tak:

Etap I:
Towar (krowę) zamieniano na towar (3 kozy).

Krowa → 3 kozy

Etap II:
Towar (krowę) zamieniano na towar (złoto w monecie), a następnie na towar (3 kozy).

Krowa → złoto w monecie → 3 kozy

Etap III:
Towar (krowę) zamieniano na kwit uprawniający do pobrania odpowiedniej ilości złota, a następnie na towar (3 kozy). Banknot był równoznacznikiem złota (towaru), ponieważ był w pełni wymienialny na złoto.

Krowa → papier wymienialny na złoto → 3 kozy

Do tego etapu w życiu gospodarczym nie istniał kredyt. Pieniądze, tj. złoto, mogły być pożyczane, ale wymiana towarowa (handel) ograniczona była ilością złota posiadanego przez wystawcę banknotu. Emitentem (drukarzem) banknotów był właściciel złota, przeważnie król, który starał się o utrzymanie zasady:
nominalna wartość banknotów = ilości złota w skarbcu.

Obecnie na świecie i w państwowych lub centralnych bankach złota jest znacznie mniej niż oferowanych do sprzedaży dóbr. Utrzymanie średniowiecznej zasady, tj. parytetu złota, uniemożliwiłoby rozwój gospodarczy lub wymusiło stworzenie innych form wymiany handlowej.

Etap IV:
Towar (krowę) zamieniano na banknot mówiący o tym, że na rynek sprzedało się coś o wartości 1 krowy, a następnie na towar warty 1 krowę (3 kozy).

Towar (krowa) → banknot → towar (3 kozy)

Na tym etapie banknot traci oparcie w złocie, pojawia się bowiem kredyt, czyli pieniądz pusty. Od tego momentu każdy pieniądz jest tylko symbolem oznaczającym, iż jego posiadacz wprowadził (sprzedał) na rynek dobro (towar lub usługę, np. swoją pracę) o określonej wartości lub że uzyskał pieniądz pusty droga kredytu.

Żeby mogła trwać niezakłócona wymiana dóbr na rynku, musi być zachowana zasada wymienialności podobna do królewskiej, ale oparta o inny mechanizm:
nominalna wartość banknotów (w danym momencie) = wartości dostępnych (oferowanych do sprzedaży) dóbr, czyli towarów i usług (w danym momencie).

Statystyka państwowa pozwala ustalić realny stan zapasów w konkretnym momencie. Zatem porównanie tego stanu z wartością wyemitowanego pieniądza, nie przedstawiałaby żadnej trudności. Równocześnie musiałaby zostać zachowana zasada:
wartość pieniądza akumulowanego (zgromadzonych oszczędności) = wartości pieniądza pożyczonego.

Dlaczego? Po to, żeby poprzez oszczędności nie zaburzać ilości pieniądza będącego w obiegu – tak, by zawsze był on w ilości równej oferowanym dobrom.
Także i te wielkości w epoce pieniądza plastikowego mogą być monitorowane.

Dlaczego zatem, jeśli jest to tak proste, równowaga nie jest zachowana i systematycznie dochodzi do kryzysów? Winę ponosi doktryna o pieniądzu jako towarze – destabilizację wywołuje instytucja odsetka.
Państwo powinno sprawować kontrole nad ilością pieniądza w obiegu. Sprawowanie tej kontroli jest obecnie niemożliwe, ponieważ odsetek zrodził pieniądz pusty, tj kredyty.

Wprowadzenie na rynek pieniądza z kredytu oznacza wymianę towaru istniejącego (np. mieszkania) na towar, który powstanie w przyszłości. Każdy kto zaciąga kredyt na mieszkanie, spłaca go ze swoich przyszłych dochodów, tj ze sprzedaży wytworzonego w przyszłości dobra (w formie towaru lub usługi). Trzeba pamiętać, że wynagrodzenie za pracę etatową jest także wynagrodzeniem za udział w tworzeniu dobra.

Państwo, które powinno być emitentem pieniądza i uzupełniać braki pieniądza na rynku, bądź go wycofywać, pozwala komercyjnym instytucjom (bankom) uzupełniać te braki poprzez udostępnianie pustych pieniędzy. Państwo – emitent pieniądza postępuje tak absurdalnie, że kredytuje się pustym pieniądzem bankowym, obciążając się długiem wraz z odsetkami (dług publiczny) zamiast wyemitować brakujące banknoty.

Dlaczego?
Ponieważ eksperci twardo bronią dawno przyjętych dogmatów ekonomicznych.

Oto przykład:

ZUS stracił płynność finansową (zabrakło mu pieniędzy na bieżące wypłaty emerytur), zaciąga kredyt w banku komercyjnym, tworząc wewnętrzny dług publiczny. Bank uznał, że ZUS ma zdolność kredytową, co oznacza, że spłata zaciągniętych długów jest pewna. Po dwóch latach ZUS spłaca ten kredyt łącznie z odsetkami.

Dlaczego emitent (NBP) nie wyemitował potrzebnej kwoty i nie przekazał jej ZUS-owi? Przecież po dwóch latach mógłby te pieniądze z ZUS-u odzyskać. Nie powstałby dług publiczny, nie trzeba by było od niego spłacać odsetek (z podatków), a w obu przypadkach (czy przez pożyczkę w banku komercyjnym, czy dodatkową emisję środków) pieniądza na rynku przez cały czas byłoby tyle samo. Groźba inflacji by nie wystąpiła.