Zarówno nauka akademicka, jak i nasi decydenci zafascynowani są wskaźnikami ekonomicznymi. Głównym wskaźnikiem rozwoju gospodarczego kraju jest wskaźnik PKB. Wzrost tego wskaźnika budzi euforię. Tymczasem powtórzę za prof. Mączyńską zdanie, które przewija się w literaturze zachodniej: „Wiara w stały wzrost gospodarczy może charakteryzować jedynie głupców lub ekonomistów”.

Stały wzrost gospodarczy nie jest możliwy, ponieważ nasza planeta ma ograniczone zasoby. Korzystamy z nich rabunkowo, więc po prostu grozi nam ich wyczerpanie.

Cele współczesnej ekonomii są celami całkowicie abstrakcyjnymi. Są oderwane od potrzeb ludzkich. Świat kieruje się zupełnie niezrozumiałymi kryteriami. Przecież prawdziwym celem powinna być poprawa jakości życia każdego człowieka i tylko taki wskaźnik mógłby mówić o dobrostanie. Cóż z tego, że rośnie wskaźnik PKB, jeśli obszary biedy się pogłębiają?

Jakie elementy składają się na budowę PKB?
– konsumpcja gospodarstw domowych, czyli nasze zakupy;
– wartość inwestycji, rozumiana jako przyrost wartości potencjału gospodarczego;
– wydatki budżetowe (szkolnictwo, policja, służba zdrowia itp.), czyli konsumpcja zbiorowa;
– przyrost lub spadek wartości zapasów produktów finalnych

Wystarczy, że rośnie wartość inwestycji, by PKB rosło. Czy ma to wpływ na realny wzrost stopy życiowej? Podobnie jest z innymi wskaźnikami, takimi jak PKN (Produkt Krajowy Netto) czy średnia płaca.

Dochody gospodarstw domowych wg różnych szacunków stanowią od 34% do 52% tej części PKB, która mówi o wielkości konsumpcji, czyli zakupów gospodarstw domowych. Zatem nie potrafimy wyszacować w sposób właściwy nawet dochodów ludności.

W okresie ostatnich 30 lat czterokrotnie zmieniała się metodologia obliczania PKB. Każdy kraj opracowuje dla swoich potrzeb własne algorytmy obliczające PKB, np. Kanada do PKB włącza także wartość pracy kobiet wychowujących dzieci w domu.

Wyobraźmy sobie, że 500+, które stanowi wynagrodzenie kobiety za wychowanie dziecka, będzie włączone do PKB. Wskaźnik ten gwałtownie wzrośnie. Możemy przecież uznać wychowanie dziecka za pracę opiekunki w żłobku. Spójrzmy na taki obrazek: matki siedzą w kręgu, każda na kolanach trzyma dziecko. Na dany znak matka przekazuje dziecko sąsiadce po prawej. Teraz każda z nich opiekuje się cudzym dzieckiem i otrzymuje wynagrodzenie.

Statystyka nie jest zatem źródłem wiedzy o dobrostanie i zadowoleniu obywateli.