Masz pomysł na produkcję, np. lekkiej cegły. Zakładasz spółkę prawa handlowego (np. spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością). Robi się to dość prosto, rejestrując ją w KRS (Krajowy Rejestr Sądowy). Szukasz osoby wykształconej w zarządzaniu i mianujesz ją prezesem spółki. Spółkę wyposażasz w kapitał, np. 50 000 złotych, w ten sposób, że prezes zakłada spółce konto w banku, a ty wpłacasz na nie pieniądze. To twój udział w spółce. Oczywiście spółka może mieć więcej niż 1 udziałowca.

Od momentu założenia spółki ty, udziałowiec, leżysz na plaży. Spółką i twoimi udziałami zarządza prezes. On wdraża produkcję lekkiej cegły, kieruje produkcją i sprzedaje. Spółka osiąga zysk. Z tego zysku ty, udziałowiec, otrzymujesz dywidendę. Jakie masz prawa? Tylko dwa: powołujesz i odwołujesz zarząd oraz otrzymujesz dywidendę. Oczywiście możesz mianować prezesem samego siebie.

Udział, w tym wypadku o wartości 50 000 złotych, jest więc rodzajem papieru wartościowego przynoszącego dywidendę.

Tak samo działa spółka akcyjna. Kupujesz udziały w spółce akcyjnej i przysługuje ci z tego tytułu dywidenda roczna. Udziały w spółce akcyjnej nazywane są akcjami. Spółki akcyjne są notowane na giełdzie (spółki giełdowe) lub nie (spółki działające poza giełdą).

Udziały w spółce z o.o. i akcje w spółce akcyjnej są towarem, ponieważ kupując akcje stajesz się właścicielem części przedsiębiorstwa.

Przyjrzyjmy się finansowaniu spółki akcyjnej. Panowie A, B i C zakładają spółkę akcyjną, gdyż mają pomysł na świetny biznes. Spółka emituje 8000 akcji po 100 zł każda. Pan A obejmuje 1000 akcji, pan B – 2000, a pan C – 5000. Po założeniu spółka dysponuje kwotą 800 000 zł. Spółka rozpoczyna produkcję. Funkcjonuje nieźle. Akcjonariusze dostali dywidendę w wysokości 10% wartości akcji.

Pan A się rozwodzi. Postanowił sprzedać swoje akcje. Akcje nabywa od niego pan B za cenę 150 000 zł. Dlaczego tak drogo? Pan A uznał, że interes się kręci i dywidendy w przyszłości będą jeszcze wyższe. Panowie B i C postanawiają rozbudować firmę. Żeby zdobyć środki pieniężne, wprowadzają spółkę na giełdę papierów wartościowych. W tym celu emitują 7000 nowych akcji, każda o wartości nominalnej 100 zł. Ustanawiają jednak cenę emisyjną 180 zł. Każdy, kto nabędzie akcję za 180 zł, będzie partycypował w zysku tak, jakby wpłacił 100 zł. Teraz odbywają się zapisy na akcje. Pierwszeństwo mają fundusze, np. OFE czy Pioneer. Reszta jest sprzedawana inwestorom indywidualnym.

Od czego zależy cena emisyjna? Od szacowanych przyszłych zysków. Po udanym debiucie na giełdzie sytuacja spółki akcyjnej wygląda następująco:
– pojawili się nowi akcjonariusze, ale panowie B i C dalej mają większość głosów na walnym zgromadzeniu, a więc decydują o wyborze zarządu i kierowaniu spółką;
– ściągnęli z rynku 1 260 000 zł (bez podatku).

W zależności od plotek na temat spółki cena jej akcji na giełdzie rośnie lub spada. W lokalnej prasie pojawia się wiadomość o tym, że spółka produkująca cegły szykuje się do wdrożenia nowej technologii wypalania swojego towaru. Dzięki temu będzie taniej produkować cegłę lepszej jakości. Mimo że wiadomość może okazać się nieprawdziwa, a zmiana technologii może w ogóle nie nastąpić, w odczuciu graczy giełdowych spółka staje się bardziej atrakcyjna.

Od czego powinna zależeć cena akcji spółki na giełdzie? Tylko od jej kondycji, to jest od spodziewanych wypłat z tytułu dywidendy. A od czego zależy? Od spekulantów i plotek.