Na ogół uważamy, że życie gospodarcze przebiega pomiędzy dwiema stronami: producentami dóbr a konsumentami. Nie doceniamy roli handlu, czyli roli podmiotów pośredniczących w tej wymianie. W dobie kapitalizmu monopolistycznego, w którym nie tylko produkcja, ale i dystrybucja została prawie całkowicie zdominowana przez powiązania korporacyjne, rola pośrednika wymiany (handlu) stała się źródłem największych zysków.

W Polsce zmonopolizowany pośrednik lub pośrednik działający na podstawie niepisanej zmowy kartelowej dyktuje warunki transakcji zarówno producentom, jak i konsumentom. Wynika to z jego uprzywilejowanej pozycji negocjacyjnej. Przyjrzyjmy się, jakie obszary naszego życia gospodarczego funkcjonują na tych zasadach. Są to: handel, bankowość, usługi informatyczne, media, czyli rynek reklam, a nawet takie dziedziny, jak pośrednictwo pracy. Zauważmy, że wszystkie te podmioty oparte są na obcym kapitale. W chwili obecnej trwają zakusy na przejęcie przez obcy kapitał także infrastruktury energetycznej.

Dystrybucjonizm jest to taki kierunek w naukach ekonomii, który uznaje dominującą rolę pośrednika i postuluje, by sieci dystrybucyjne stanowiły własność społeczną.  Państwo suwerenne powinno być właścicielem – bezpośrednim bądź pośrednim, wszelkich kluczowych sieci, w tym także sieci infrastruktury, tzn. trakcji kolejowych, dróg, autostrad, portów, przesyłowych sieci energetycznych itp.

Metoda podziemnego zgazowania węgla, dzięki której możemy uzyskać niezależność energetyczną i będąca źródłem ewentualnej dywidendy wypłacanej każdemu Polakowi, straci swój sens, jeśli firmy pośredniczące pomiędzy producentem energii a konsumentem znajdą się w obcych rękach.
Pilnie obserwujmy obecną sytuację , przeciwdziałajmy próbom przejęcia nie tylko koncesji na wydobycie naszych złóż, ale także firm pośredniczących w sprzedaży energii.

* W obecnej sytuacji zmonopolizowania rynku pośredników konieczne jest budowanie dystrybucyjnych sieci lokalnych. Twórzmy i sprzyjajmy tego typu przedsięwzięciom. W przeciwnym razie z rynku zostaną wyrugowane wszystkie polskie małe, średnie, ale i nieco większe przedsiębiorstwa.

Posłużę się tu przykładem:
Producent keczupu podpisał umowę na dostawę z dużą ogólnopolską siecią handlową. Na rozwój swojej firmy wziął kredyt. Po kilku latach umowa została zerwana i sieć zaczęła zaopatrywać się w Hiszpanii. Oczywiście, polski producent keczupu zbankrutował. Zależność od wielkich sieci jest na świecie powszechna. Zapewnienia decydentów o wspomaganiu drobnej przedsiębiorczości w tych niepewnych warunkach gospodarczych jest po prostu wpychaniem osób przedsiębiorczych w sytuacje zbyt ryzykowne.

Zainteresowanych problemem odsyłam do pracy prof. Artura Śliwińskiego  „Ekonomia sieci. Jak globalne sieci opanowały świat”.