Dlaczego w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie żyje się lepiej niż w mniejszych miejscowościach i na wsiach? Osoby, które śledzą moje wpisy, zrozumieją przyczynę. Otóż w Warszawie jest po prostu więcej pieniądza. Nie chodzi tylko o to, że ludzie zarabiają więcej, lecz o to, że pieniądz krąży szybciej. Ludzie dobrze sytuowani oszczędzają proporcjonalnie mniej. Łatwiej wydają pieniądze. Często kierują się jakością, a nie ceną.

Strumień pieniądza płynący do dużych aglomeracji jest, licząc na mieszkańca, znacznie większy niż w pozostałych częściach kraju. Dostateczna ilość pieniądza nakręca koniunkturę, dlatego Warszawa ma np. setki gabinetów kosmetycznych, podczas gdy w mniejszych miejscowościach otworzenie takiego gabinetu byłoby całkowicie nierentowne.

Wyobraźmy sobie, że na małe miasteczko spłynęły pieniądze z helikoptera. Ludzie nagle wzbogaciliby się. Co by się dalej działo? Zapewne wtedy powstałyby bardzo liczne placówki usługowe, w których ludzie zaczęliby wzajemnie korzystać ze swoich usług. Ktoś, kto świetnie gotuje, otwiera restauracje, a masażysta otwiera usługi rehabilitacyjne. Dzięki istnieniu pośrednika wymiany, jakim jest pieniądz, masażysta zjada obiad w restauracji, a właściciel restauracji korzysta z masażu. Bez pieniądza, który napędza gospodarkę, taka wymiana byłaby niemożliwa.

Warszawskie korpoludki zajęte ciężką, nikomu niepotrzebną pracą do godz: 20:00, co prawda przysparzają dochodu usługodawcom, ale na korzystanie z tych usług nie mają czasu. Jest to efektem przyznawania pracownikom korporacji pakietów sportowych i innych.

Poziom życia w poszczególnych środowiskach jest zależny od dochodu przypadającego na jednego mieszkańca, czyli od ilości pieniądza (z uwzględnieniem wskaźnika rotacji) będącego w dyspozycji danego środowiska.

Ożywienie gospodarcze w takich środowiskach następuje natychmiast po zasileniu ich w pośrednika wymiany, czyli w pieniądz. Dowodem na to jest choćby 500+.