Od kilku lat światowa finansjera usiłuje doprowadzić świat do hiperinflacji. Służą temu celowi:
– niepohamowana emisja pieniądza – dolara USA i euro;
– polityka FED-u obniżająca oprocentowanie pożyczek dla banków prawie do zera (co powinno skutkować wzrostem udzielanych kredytów, a więc zwiększeniem ilości pieniądza na rynku);
– polityka CBE zakazująca umarzania obligacji rządów stojących na krawędzi bankructwa;
– podejmowanie decyzji mających sprowokować run na banki (jak to miało miejsce na Cyprze);
– i wiele innych.

Wszystkie te posunięcia nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Nie stały się źródłem inflacji. Dodrukowane pieniądze nie trafiły do obiegu i spoczywają jako zapis bitowy w bankowych komputerach. Ze strachu przed bankructwem banki ograniczyły akcje kredytowe. Z drugiej strony zadłużone, zubożałe rządy, przedsiębiorstwa i ludzie utracili zdolność kredytową.

Wyssane przez korporacje pieniądze pomnożone odsetkami nagle straciły zdolności „prokreacyjne”.

Gospodarki się załamują, więc wartość papierów wartościowych spada.

Hiperinflacja byłaby doskonałym wyjściem z sytuacji, bowiem realny majątek (potencjał produkcyjny) korporacji i pozycja monopolisty pozwoliłaby na szybkie odrobienie strat spowodowanych utratą „oszczędności”. Imperia przemysłowo-finansowe mogłyby się szybko odbudować i zabawa rozpoczęłaby się od nowa.

Tymczasem

Każdy dodatkowy dodruk pieniądza, który trafiłby do ludności, znajdzie się z powrotem w banku w formie spłaty kredytu lub trafi do skarpety na „czarną godzinę”. Nie jest zatem w stanie ani pobudzić konsumpcji, ani tym samym spowodować inflacji.

Bazowanie na starych, sprawdzonych wzorach wywoływania hiperinflacji, tj. uznanie, że inflację wywołuje nadmierna podaż pieniądza, nie może sprawdzić się w Epoce Obfitości Dóbr.

Przy praktycznie nieograniczonych możliwościach produkcyjnych dodatkowy pieniądz jedynie pobudzi rozwój gospodarek narodowych.

Celowe ograniczenie produkcji przez monopolistów, tj. korporacje, co mogłoby skutkować ograniczeniem podaży, także nie odniesie skutku. Po okresie pewnego chaosu okazałoby się, że miejsce tych molochów zajęły nowo powstałe firmy, które nie mając pozycji monopolisty, produkowałyby zapewne taniej.
Sądzę, że w tej sytuacji finansjera może doprowadzić do hiperinflacji tylko poprzez wyrażenie milczącej zgody na wprowadzenie na całym świecie Bezwarunkowego Dochodu Gwarantowanego (BDG), finansowanego nowymi emisjami pieniądza w sposób gwałtowny i niekontrolowany.

Nie oznacza to, że jestem przeciwnikiem BDG, ponieważ żyjemy w czasach permanentnego niedoboru pieniądza w obiegu, ale sądzę, że należy wprowadzać BDG równolegle na całym świecie i stopniując jego wielkość.