Światowa finansjera znalazła już kozła ofiarnego. Będą nim osobistości ze sfer bankowych. Postawi się ich przed sądem i rzuci na pożarcie Oburzonym – tym samym energia protestujących w ruchach Occupy zostanie skanalizowana i pójdzie w gwizdek. Procesy kilku prominentnych prezesów banków zdaniem naszych decydentów skutecznie uspokoją nastroje społeczne. Bankierzy jako jedyni zostaną uznani za winnych nadchodzącej hiperinflacji. Potem wszystko wróci do normy. Tyle że będą mieli nad nami – niewolnikami – jeszcze większą i skuteczniejszą kontrolę.

Niewątpliwie pazerność banksterów nie jest pierwotną przyczyną obecnego stanu finansów światowych. Winien jest system. System oparty na spekulacji, inżynierii finansowej, lichwie, korporacjach (czytaj: monopolach), anonimowości. System, który może utrzymywać się między innymi dlatego, że Stany Zjednoczone samozwańczo uznały dolara za walutę światową. A także przez to, że brakuje nam obiektywnego miernika zapewniającego porównywalność walut narodowych. Bez przebudowy fundamentów systemu nawet zemsta dokonana na pionkach (bardzo bogatych pionkach) niczego nie zmieni.

Niewątpliwie są instytucje i ludzie, którzy korzystają z kryzysu i prawdziwe wyjście z niego nie jest im na rękę. Państwa zachodnie „ratujące” Grecję czy Hiszpanię nie mówią głośno o odsetkach, jakie mają otrzymać wraz ze zwrotem udzielonych pożyczek. Niektórzy maklerzy giełdowi otwarcie przyznają, że kryzys to czas, w którym można zarobić duże pieniądze, o ile wie się jak.

Światowa finansjera na pewno nie dopuści jednak do tego, by do powszechnej świadomości trafiła informacja, że zbliżająca się katastrofa finansowa jest wynikiem działania wszelkiego rodzaju funduszy (inwestycyjnych, powierniczych, emerytalnych, ubezpieczeniowych itd.). Czerpie z nich przecież gigantyczne zyski.