Życie „Gdzieś pomiędzy wschodem i zachodem”

Do wyjazdu pozostało mi zaledwie parę tygodni. Postanowiłem odwiedzić rodzinę, która mieszka na wschodzie Polski. W moim poczuciu jest to jedno z najpiękniejszych miejsc nie tylko w moim kraju, ale i w całej Europie. Im dalej na wschód, tym więcej przyrody i mniej betonu. Trudno w to uwierzyć, ale kiedyś praktycznie cała Europa była pokryta lasami, które dziś stanową mniej niż jeden procent jej powierzchni. Na tle innych krajów Europy, Polskie rolnictwo zachowało bardzo tradycyjną formę, przez to jest najbardziej ekologiczne. Tam skąd pochodzi moja rodzina, czyli na graniczącej z Ukrainą Lubelszczyźnie, nie brakuje pięknych naturalnych sanktuariów przyrody, a ziemie należą do najżyźniejszych. Gdzieś na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych z Zachodu przyszedł tak zwany rozwój i wraz z agresywnym systemem opartym na władzy pieniądza zaczął wprowadzać zmiany. Tradycyjne rolnictwo przestało być opłacalne, młodzi ludzie zaczęli opuszczać rodzinne ziemie, czy to w pogoni za świeżo zaszczepionymi pojęciami takimi jak sukces i kariera, czy też uciekając przed biedą i beznadziejną walką z obojętną na człowieka globalną ekonomią. […]

Przesilenie

Czas moich przygotowań do podróży to czas poszukiwań inspiracji i udało mi się jej znaleźć całkiem sporo. Znajduję jej coraz więcej, odczuwam więc pewnego rodzaju przyspieszenie manifestacji, ale o tym za chwilę. Zacznijmy od festiwalu Heart&Mind (http://www.taraka.pl/festiwal_heard_amp_mind), organizowanego przez Fundację Orzeł-Kondor-Koliber. Około godziny drogi od Warszawy, stolicy Polski znajduje się mała leśna miejscowość Wilga, gdzie przez cały weekend odbywały się zajęcia prowadzone przez różne ciekawe osoby z całego świata. Byli tam potomkowie Majów z Gwatemali i innych rdzennych kultur, którzy mieli do przekazania wiele cennych spostrzeżeń na temat wyzwań dzisiejszego świata. Choć pochodzili z różnych miejsc, w wielu kwestiach wszyscy byli podobnego zdania. Jesteśmy świadkami być może najważniejszych wydarzeń w historii ludzkości. Wchodzimy w przesilenie, które przyspiesza ewolucję świadomości ludzkiej. Przed nami otwierają się możliwości, o jakich nam się nie śniło. Domyka się cykl historii zdominowany przez pierwiastek materii. Czas podziałów, wojen, walki wszystkich o wszystko, najtrudniejszy czas dla ludzkości ma ostatecznie ustąpić. Wracamy do harmonii, pełnego połączenia przeciwstawnych światów. Ziemia wchodzi w nowe czasy, czasy równowagi między przeciwnościami, między tym co materialne i niematerialne. To jakby ponowne narodziny. Poród oczywiście nie jest łatwym doświadczeniem i dla większości bardzo bolesnym. […]

Święta ekonomia – z komentarzem Izabeli Litwin

Po tym, jak drogą morską dotarłem do Trynidadu i Tobago, postanowiłem zejść na ląd i zobaczyć z bliska jedno z najbardziej kontrowersyjnych miejsc na mapie politycznej świata, Wenezuelę. Od kiedy parę lat temu zacząłem w Peru moją południowo-amerykańską przygodę wiedziałem, że wcześniej czy później będę chciał poznać ten intrygujący kraj leżący nad Morzem Karaibskim. Wenezuela jest krajem intrygującym z wielu powodów. Zacznijmy od tego, że to tu zaczął się wyzwolicielski pochód Simona Bolivara, który zakończył czasy hiszpańskiej kolonii i również tutaj w obecnych czasach zachodzą rewolucyjne procesy. Po wielu latach zewnętrznej opresji ekonomicznej duch boliwariańskiej rewolucji został wskrzeszony przez Hugo Chaveza, który nie bał się powiedzieć północno-amerykańskiemu imperium „Vayanse al carajo!”, co w uproszczonym i bardziej niż oryginał eleganckim tłumaczeniu oznaczało wyraźne „Nie!”. Wenezuela należy do czołówki wydobywców ropy naftowej dlatego, też Waszyngton zawsze starał się mieć wpływ na to, kto rządzi krajem. Zresztą nie dotyczyło to tylko Wenezueli, a większości krajów Ameryki Łacińskiej. O operacji „Condor” postaram się napisać innym razem, tymczasem Waszyngton oficjalnie do niczego się oczywiście nie przyznawał. Do zamachu stanu i próby obalenia Chaveza w 1999 też nie. Według swoich kryteriów junior Bush we wszystkich mediach umieszczał Wenezuelę w tym samym worku, co pozostałe kraje z terenami roponośnymi. Terroryści. Tę bajkę już chyba znają wszyscy. […]

Sanatorio Espiritual

Już drugi miesiąc jestem na morzu. Wyruszyłem w listopadzie z Hiszpanii, poprzez Wyspy Kanaryjskie, Wyspy Zielonego Przylądka, by tuż przed nowym rokiem dotrzeć do Ameryk. Blisko 30-letni kecz, należący do Amerykanina z Bostonu, przez ponad 3000 mil morskich służył mi za środek lokomocji i dom. Po wielu tygodniach na rozbujanym Atlantyku dotarliśmy do Trinidadu i Tobago, wysp leżących na południowym wschodzie Morza Karaibskiego. Podczas rejsu udało mi się nawiązać wiele ciekawych znajomości, zwłaszcza na San Vicente i Santo Antao, mało znanych wyspach archipelagu Cabo Verde. Leżące kilkaset kilometrów na zachód od Senegalu wyspy mimo tego, że wybijają się dobrobytem na tle państw kontynentu afrykańskiego możemy zaliczyć do grona państw nierozwiniętych, często określanych państwami 3-go świata. Po przycumowaniu w Mindelo, kulturowej stolicy Cabo Verde, od razu można było zaobserwować wszechobecną biedę. Urokliwe kolonialne ulice były zaniedbane i brudne, i roiło się na nich od ubogich ludzi chodzących boso w podartych ubraniach. Z żebraniem stykałem się na każdym rogu. Unikałem rozdawania pieniędzy, chociaż nie mogłem się powstrzymać od kupienia pewnej staruszce i paru dzieciakom czegoś do jedzenia. Pomogłem też Reginaldo, ambitnemu studentowi, kupując mu parę przyborów do szkoły i zostawiłem mu swój namiar na wypadek, gdyby udało mu się dostać na upragnione studia w Europie. Mówią, że głodnemu lepiej dać wędkę niż rybę. […]

Nauczyciele

Kończąc studia miałem za sobą około 20 lat nauki, zaczynając od szkoły podstawowej po podyplomowe studia wyższe. Wydawałoby się, że 20 powinno dać każdemu doskonałe przygotowanie do życia. Tysiące podobnych mi młodych ludzi co roku kończy żmudny proces długiej edukacji, jednak z obserwacji wynika, że nie do końca wiemy, co potem zrobić z naszym życiem. Nawet absolwenci najlepszych uczelni w pewnym momencie swojego życia dochodzą do momentu, kiedy nie wiedzą po co im było to wszystko. Ten cały wysiłek związany z egzaminami, presja społeczna i konkurencja pomiędzy ambitnymi młodymi ludźmi marzącymi o sukcesie okazuje się w pewnym momencie pozbawiona sensu. Okazuje się, że system edukacji zamiast inspirować nas do kreowania czegoś prawdziwie wartościowego w życiu programuje nas na efektywne uczestnictwo w obecnym modelu społecznym. Zaprogramowani, by osiągnąć sukces finansowy, tracimy z widoku wszystko to co pozbawione jest wyceny na wolnym rynku. Tak więc nie brakuje nam prawników, którzy wiedzą jak poruszać się po labiryncie coraz bardziej niedorzecznego prawa, kierowników do spraw mniej lub bardziej nieistotnych, i wszelkich marketingowców promujących leki na kryzys i ogólny upadek cywilizacji. Staliśmy się efektywni w nieefektywności, a szkoła zamiast uczyć nas, jak wyjść z tego impasu szkoli nas w coraz lepszym i szybszym wykonywaniu bzdurnych zadań. System to nagradza, więc tego nas uczą. Stop! Już to wszystko widziałem, już to słyszałem, więc co można z tym zrobić? […]

Zrównoważona Hiszpania

Jeśli masz dość przepełnionego konsumpcjonizmem betonu i wielką chęć, by uciec gdzieś, by nauczyć się jak kreować swój własny mały eden, to wiedz, że są miejsca, gdzie chętnie Cię przyjmą. Sam zacząłem prowadzić poszukiwania takiej „szkoły”. Zaprowadziły mnie one do słonecznej Andaluzji. W tej południowo hiszpańskiej krainie, która ze względu na swoje dogodne położenie jest całorocznym dostawcą produktów spożywczych, możemy znaleźć wiele różnych miejsc, gdzie ludzie żyją w symbiozie z otaczającą ich naturą. Zresztą nie tylko na południu, bo i w całej Hiszpanii i innych państwach można zamieszkać na jakiś czas, by uczestniczyć w codziennym życiu czy to eko-wioski, czy farmy organicznej. Wystarczyło poszperać trochę w internecie, by odnaleźć portale zrzeszające gospodarzy takich miejsc. Samemu polecam najbardziej znaną formę tego typu edukacji czyli WWOOF, co stanowi skrót od World Wide Opportunities on Organic Farms. Oprócz WWOOF są też inne portale, takie jak HelpX, Work Away. Warto poszperać na forach Couch Surfingu i Lonely Planet. Wśród wielu pozytywnie nastawionych do nowicjuszy osób, z którymi nawiązałem kontakt, znalazłem szczególną parę Holendrów, którzy parę lat temu, podobnie jak ja teraz, postanowili ruszyć na południe i pomóc na jednej z setek farm. Na miejscu nauczyli się permakulturowego podejścia do uprawy ziemi, a nowonawiązane kontakty pozwoliły im osiedlić się tam i zacząć budować swój nowy dom. Tak się składa, że oboje zajmują się tworzeniem filmów dokumentalnych, dzięki czemu możemy poznać zasady projektowania przestrzeni, w której ogród staje się elementem harmonijnie uzupełniających się sił przyrody. http://vimeo.com/40926833 http://vimeo.com/39583315 http://vimeo.com/43181711 […]

Życie

Lata temu, jeszcze zanim na naszej planecie pojawił się człowiek, ojciec Słońce wraz z matką Ziemią stworzyli przestrzeń życia. Patronem tej harmonii zostało potężne drzewo, które od tamtych czasów rośnie ukryte gdzieś wśród gęstwin prastarej tajemniczej krainy. Stworzenie Drzewa Życia jest od samych początków symbolem procesu ewolucji, kreacji i transformacji życia. Dopóki jego korzenie pobierają pokarm z głębi Ziemi, a konary wznoszą się ku niebu, zieleniąc i dzieląc życiem, drzewo dbać będzie o to, by wszystko, co żywe na Ziemi wiecznie transformowało się w stronę doskonalszego. To drzewo to praojciec natury, która rozprzestrzeniła się we wszelakich formach na całej planecie. Dzięki ciągłej kreacji powstał raj na ziemi, eden, w którym zamieszkała też cała rodzina zwierząt. Tym wszystkim od zawsze rządziło prawo życia, pochodzące od mitycznego praojca. Trwało to wiele milionów lat, aż w pewnym momencie Wszechświat, w odpowiedzi na najczystszy impuls dalszej ewolucji stworzenia postanowił w tym pięknym ogrodzie umieścić swoje najbardziej świadome dziecko, człowieka. Dzięki naukom przekazywanym przez naturę człowiek poznał prawa rządzące świętą przestrzenią raju, gdzie z szacunkiem każdego dnia rozwijał wiedzę o harmonijnym życiu wśród bliższej i dalszej rodziny potomków praojca. […]