Ekonomiści, eksperci i dziennikarze zajmujący się tematyką gospodarczą porównują budżet państwa do budżetu gospodarstwa domowego. Jest to porównanie nie tylko nieuprawnione, nie tylko wprowadzające w błąd, ale także nieuczciwe. Jest to bowiem głoszenie półprawdy.

W obu przypadkach mamy do czynienia z przychodami i wydatkami. Jednakże w przypadku państwa, przychody mogą być uzupełnione nową emisją pieniądza, przekazaną rządowi. Taka operacja oznacza powstanie przychodu wynikającego z prawa do senioratu (pojęcie „senioratu” wyjaśniałam w odrębnym wpisie).

Przy konstruowaniu budżetu przychodem są nie tylko wpływy podatkowe i podobne, ale także dochody związane z wprowadzeniem do obrotu nowo wyemitowanego pieniądza.
W gospodarstwie domowym najpierw musimy zarobić, a potem wydać. Natomiast budowanie budżetu państwa powinno przebiegać według następujących etapów.

1 etap: określenie koniecznych wydatków.
2 etap: określenie mocy przerobowych (potencjału gospodarczego), dzięki którym wydatki z etapu pierwszego będą mogły być zrealizowane. 
3 etap: określenie wielkości i źródeł wpływów zasilających budżet państwa.
4 etap: oszacowanie brakujących kwot (deficytów).
5 etap: wprowadzenie do obrotu gospodarczego pieniądza z nowej emisji NBP o wartości zdolnej do pokrycia deficytu.

Błąd decydentów, nie tylko polskich, polega na tym, że najpierw zastanawiają się nad wpływami, a dopiero potem planują wydatki. Postępują dokładnie tak jak gospodarstwa domowe. A przecież mają w ręku takie narzędzie, jakim jest emisja pieniądza, czyli emisja pośrednika wymiany.

Warto po raz kolejny podkreślić, że różnica pomiędzy gospodarstwem domowym a budżetem państwa polega na tym, że prawo do realizacji senioratu przysługuje tylko i wyłącznie rządowi.