Największym nadużyciem mediów i tzw. ekspertów ekonomicznych jest porównywanie budżetu państwa do budżetu domowego. Tymczasem są to kategorie całkowicie nieporównywalne. Różnią się w trzech aspektach:

  1. Państwo, dzięki instytucji, jaką jest NBP, ma konstytucyjne prawo do emisji pieniądza. To znaczy: państwo tworzy pieniądz (produkuje, drukuje). Gospodarstwo domowe takich możliwości nie ma, a gdyby we własnym zakresie fałszowało pieniądz, to czynność ta prawnie uznawana jest za zbrodnię, czyli czyn najcięższego kalibru.
  2. Obserwacja wskazuje, iż rodzina najpierw musi zarobić, żeby potem wydać, czyli wydatki są ograniczone wcześniejszym wpływem pieniądza. Natomiast budżet państwa, wbrew obecnej praktyce (ale zgodnie z najnowszymi teoriami zachodnich ekonomistów), powinien być konstruowany odwrotnie. Najpierw państwo powinno zaplanować konieczne wydatki, wytworzyć ku temu odpowiednią ilość środków z uwzględnieniem szybkości obrotu pieniądzem, a następnie planować wpływy (np. z podatków). Najpierw trzeba gospodarkę zasilić, a potem z niej czerpać. Osobom, którym trudno to zrozumieć, polecam filmik , z którego jasno wynika, że najpierw burmistrz wydrukował pieniądz i zasilił nim gospodarkę, a dopiero później wpłynęły z tego tytułu podatki.
  3. W życiu codziennym, w języku potocznym, dochód utożsamiamy z ilością otrzymanego pieniądza. Tymczasem dochód jest wynikiem ilości krążącego w gospodarce pieniądza pomnożonego przez szybkość rotacji. Obywatel nie musi tego rozumieć, natomiast ekonomista dyskutujący na tematy budżetu państwa, musi te kategorie rozróżniać. Osobom, które nie zrozumiały punktu 3., poświęcę odrębny komentarz.

Ten tekst kończę apelem do mediów, tj. do dziennikarzy i tzw. ekspertów ekonomicznych: kontrolujcie swoje wypowiedzi, żebyście nie wstydzili się ich za rok albo dwa.