Na ogół staram się utrzymać pewną bezstronność w ocenie faktów. Jako kobieta bardzo dobrze rozumiem sytuację kobiety samotnie wychowującej dzieci. Jednakże z punktu widzenia gospodarki krajowej, sytuacja mężczyzny, który musi płacić alimenty, jest często nie do pozazdroszczenia.

Sędziowie określający wysokość alimentów, żyją często w zupełnie innych warunkach życiowych niż podsądni. Określając alimenty na kwotę 800 zł komuś, kogo dochody miesięczne wynoszą 2000 zł, sędzia skazuje takiego ojca na życie w szarej strefie – na zarabianie na czarno lub z działalności przestępczej. Kwota pozostająca na utrzymanie, pochodząca z legalnych dochodów, po zapłacie alimentów, nie wystarcza bowiem nawet na czynsz.

Zaostrzenie prawa alimentacyjnego i skazywanie tych ludzi na więzienie uważam co najmniej za krzywdzące. Niezapłacone alimenty rosną w przerażającym tempie, ponieważ  ten dług powiększają odsetki, opłaty komornicze, opłaty sądowe itp.

Uważam, że problem alimentów powinien być załatwiony w sposób, który określa zdanie, że wszystkie dzieci są nasze. W przypadku rozwodu, prowadzenie dwóch gospodarstw domowych jest znacznie bardziej uciążliwe niż wspólne życie, nawet przy niewielkich dochodach. Według mojego prywatnego zdania, ta sprawa powinna być rozstrzygnięta systemowo. Państwo powinno udzielać skutecznej pomocy samotnym rodzicom i nie dopuszczać do spychania ludzi w ubóstwo z powodu nietrafionych decyzji życiowych.