Przez jakiś czas w obiegu były zarówno pieniądze papierowe, jak i złote monety. Jednakże złoto chętniej zatrzymywano w prywatnych skarbcach i na rynku został tylko pieniądz papierowy (teoria wypierania pieniądza lepszego przez gorszy), który zastąpił w obiegu monety z kruszców.

W latach 30. XX wieku obowiązująca stała się teoria ekonomiczna, która mówiła, że pieniądza na rynku powinno być tyle, ile jest towaru (pokrycie pieniądza towarem). Jeśli państwo wyemitowało więcej pieniądza niż pozwalały na to zapasy towarów w skali kraju – następowała inflacja powodująca dostosowanie wartości nabywczej pieniądza do podaży towarów.

Analizując przyczyny kryzysu światowego lat 30. XX wieku, ekonomiści doszli do wniosku, że jego przyczyną była nadmierna skłonność ludzi do oszczędzania. Zgromadzone w ten sposób środki nie trafiały na rynek – zapasy towarów rosły, gospodarka się kurczyła, rosło bezrobocie i następowało gwałtowne zubożenie społeczeństwa. Ratunku upatrywano we wprowadzeniu na rynek większej ilości banknotów o takiej wartości, jaka zamrożona była w oszczędnościach. Wprowadzanie tych środków do obiegu odbywało się poprzez udzielanie kredytów potrzebującym. Rządy rozpoczęły za pośrednictwem banków pożyczanie pieniędzy.

Oprocentowanie depozytów było znacznie niższe niż oprocentowanie udzielanych z tych środków kredytów (np. oprocentowanie oszczędności wynosiło 4%, a oprocentowanie kredytu – 20%), cała różnica tworzyła zysk banku komercyjnego, tzn. zysk właścicieli (udziałowców) banku.

Ta procedura w sposób lawinowy bogaciła elity finansowe. Warto zauważyć, że wniesiony przez udziałowców kapitał własny w bankach zachodnich wynosi obecnie 5-10% ogółu środków, którymi bank obraca. W Polsce wynosi on podobno 12%.

Drugim sposobem mnożenia pieniądza przez midasów (posiadaczy olbrzymiej ilości pieniędzy) jest powierzanie własnych nadwyżek finansowych profesjonalnym spekulantom (wielkim funduszom), którzy pomnażają je w znacznie szybszym tempie.

Pieniądze midasów mnożą się szybciej niż ich potrzeby. Jeśli midas zarobi na spekulacjach i odsetkach 5 milionów dolarów, a zdoła wydać na konsumpcję „tylko” 1 milion dolarów – co robi z resztą? Resztę przeznacza do dalszego lawinowego pomnażania, które ma w całości charakter wirtualny. Co daje midasowi iluzoryczną świadomość posiadania, równocześnie pozostając jedynie komputerowym zapisem bitowym.

To samo dzieje się z długiem publicznym. Rosnący dług publiczny, czyli pieniądze należne midasom, jest w dużej mierze tylko zapisem elektronicznym. Dopóki midasowie ufają swoim dłużnikom, nie żądając spłaty, gospodarka funkcjonuje w miarę sprawnie. Zachwiać może nią spadek zaufania do rządów. Midas uświadamia sobie, że jego dłużnik może być bankrutem i że nigdy nie zobaczy swoich lawinowo namnożonych wirtualnych pieniędzy.

Jak długo jednak może rosnąć taki wirtualny dług? Twórca teorii, na której opiera się ten system, John Maynard Keynes, z całym spokojem oświadczył, że załamanie nastąpi, kiedy już jego pokolenia nie będzie na świecie. Tym samym przewidział sytuację, z jaką mamy do czynienia obecnie.

Teoria wirtualnego pieniądza oparta jest na zależności: przyrost wirtualnego majątku midasów = przyrost wirtualnego długu publicznego z tytułu odsetek.

Pieniądz wirtualny wypiera pieniądz papierowy (banknoty i monety). Obecnie pieniądz jest jedynie zapisem informacji w sieci. Płatności następują poprzez zmianę zapisów bitowych – są więc także informacją. Źródłem bogacenia się midasów jest także informacja, bowiem uzyskana w odpowiednim czasie jest matką spekulacji.

Zapis bitowy zastąpił sejfy i skarbce, a kieszonkowców i rabusiów zastąpili hakerzy. Niepostrzeżenie przeszliśmy z ery kapitalizmu korporacyjnego w erę kapitalizmu informacyjnego.